Top Social

Zdrowe nawyki które zostały ze mną po poście Daniela (diecie dr Dąbrowskiej)

4/17/2018

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie (@onecellardoor), to może wiecie, że jakiś czas temu przeszłam trzytygodniowy post Daniela (pisałam o tym o tutaj). Zastawiałam się, czy jakikolwiek wpis o poście robić, bo nijak nie jest to związane z tematyką tej strony. Poza tym, jakoś nie wydaje mi się, żeby ktoś z moich Czytelników byłby zainteresowany gigantycznym wpisem dotyczącym celowości tej diety (vel półgłodówki), dywagacjami, czy to aby zdrowe i bezpieczne, dokładnymi regułami, no i czemu zdecydowałam się na posta Daniela lub ogólnie na co to komu. Chyba, że się mylę, to oświećcie mnie w komentarzach - jestem otwarta na propozycje. 😉 Za to wpis ze zdrowymi nawykami, które zostały ze mną po poście Daniela i które może wprowadzić każdy i to w bardzo prosty sposób to już inna bajka.


Pokrótce, posta Daniela, opierający się na takich samych zasadach jak dieta dr Ewy Dąbrowskiej (tutaj szczegółowe zalecenia), polega gównie na jedzeniu wybranych warzyw i owoców. Co do warzyw to dowolność jest bardzo duża (odpadają tylko rośliny strączkowe i ziemniaki), za to gorzej jest w przypadku owoców. W tej grupie zostają tylko jabłka, grejpfruty i cytryny (ewentualnie inne o niskim indeksie glikemicznym, ale tylko w ilościach dekoracyjnych). W kwestii dozwolonych napojów też nie jest tak różowo, bo odpada kawa (tak, to nie jest żart 😭), herbata, wszelkie napoje słodzone, czy gazowane, a zostają nam tylko oczywiście woda, herbatki ziołowe, soki i kompoty z dozwolonych warzyw i owoców. I to z grubsza tyle w kwestii reguł - nie są one bardzo skomplikowane, gorzej jest oczywiście z wcieleniem ich w życie.

Piszę pokrótce o tych zasadach, żeby przybliżyć Wam skąd w ogóle ta zależność między postem, a aktualnym podejściem do żywienia. Dzięki tej głodówce moje podejście do diety i zdrowia zmieniło się diametralnie. I o dziwo, z totalnego dietetycznego ignoranta zamieniłam się w kogoś kto uwielbia przygotowywać i jeść śniadania, darzy wielkim i ciepłym (aczkolwiek dziwnym) uczuciem swoją głęboką patelnię, a w swoim różowym notesiku gromadzi bazę healthy wiedzy - od informacji o zawartości wapnia w pokrzywie po przepisy na ciasta bądź pasztety z fasoli.

Na zmianę mojego podejścia do diety w trakcie postu miało kilka czynników. Po pierwsze, prawda jest taka, że podczas tego postu myśli się głównie o jedzeniu. W trakcie tych trzech tygodni obejrzałam milion foodboków na yt, przeczytałam dwa miliony przepisów i wchłonęłam pewnie z dziesięć milionów artykułów i filmów dotyczących zdrowego żywienia i zbilansowanej diety. Poza tym, na przełomie pierwszego i drugiego tygodnia postu, pomijając nieustanną chęć zjedzenia czegoś normalnego, zaczęłam czuć się świetnie. Miałam dobry nastrój i rozpierała mnie energia. Naprawę, poziom energii mogłabym spokojnie porównać to tego, który reprezentują wiecznie biegające i wrzeszczące dzieciaki z przedszkola na przeciwko mojego mieszkania. Bez problemu wstawałam wcześniej, żeby zjeść śniadanie i przygotować sobie jedzenie na wynos, zapomniałam o popołudniowych spadkach energii i drzemkach. No prze-genialne jest to uczucie! I było to dla mnie niezły szok, że do tej pory funkcjonowała tylko jako połowa swoich energetyczno-nastrojowych możliwości. Dopiero te bardzo łatwo zauważalne czynniki sprawiły, że realnie uświadomiłam sobie, jak duży wpływ na mnie i na moje samopoczucie ma dieta. Najśmieszniejsze jest to, że nie rozpoczęłam postu Daniela ani po to, żeby lepiej się czuć, ani żeby schudnąć, czy ozdrowieć. Żadnej ekscytacji, czy oczekiwań w tym względzie nie miałam i na żadne z takich skutków się nie nastawiałam (no dobra, te schudnięcie to całkiem miły i logiczny efekt uboczy, którego się spodziewałam). Ale zmian nie dało się nie zauważyć. No i po trzecie, mimo tej rozpierającej energii, były to ultraciężkie trzy tygodnie, więc po prostu nie chciałam zmarnować swojego wysiłku i spowrotem "zaśmiecić" swojego organizmu.

I tak, tuż po poście, jako nowo nawrócona do życia w przenajzdrowszej diecie na świecie, wyczerpywałam wszelkie znamiona health freak'a i to przez gigantyczne f. Domownicy nie narzekali (o ile nie robiłam na obiad tofu), bo większość posiłków robiłam ja z własnej nie przymuszonej woli i o dziwo z wielką przyjemnością. Jednak w miarę upływu czasu poziom mojego szaleństwa zaczął się stabilizować, na szczęście radość z gotowania (to brzmi jak tekst z poradnika dla gospodyń domowych) została, a moje podejście do żywienia zaczyna się normować. Dlatego teraz, po podan miesiącu od zakończenia postu, już całkiem na chłodno chciałam Wam przedstawić kilka nawyków, które po poście udało mi się zachować. I są to jedne z najprzyjemniejszych efektów tej trzytygodniowej półgłodówki. Co prawda nie wszytki nowości żywieniowe z czasu postu ze mną zostały, na przykład o makaronie z cukinią nie chcę nawet myśleć, ale jest też kilka nawyków, które są nadal bardzo ważne. Nie są to tylko przyzwyczajenia z czasu postu, ale też i z okresu wychodzenia z niego, kiedy to jadłospis nie jest też do końca "normalny", nadał trzeba pilnować tego co się je, ile się je, a w wielkim skrócie chuchać i dmuchać na swój żołądek, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jeśli jesteście ciekawi, jakie zdrowe nawyki zostały ze mną po poście Daniela, to zapraszam do czytania.


Herbatki ziołowe i woda zamiast herbaty

Herbata nie jest zła, jednak ja miałam nawyk, żeby pić ją mniej więcej cały czas i traktować ją jako główne źródło nawodnienia. Nie jest to jednak najlepsza metoda, zwłaszcza jeśli pijecie herbatę do posiłków, a ja piłam ją prawie do każdego. Herbata (i kawa) zaburza proces wchłaniania żelaza, a te akurat miałam na odpowiednim poziomie tylko po wyłykaniu dawki przepisanych na receptę tabletek. Po jakimś czasie od terapii lekowej żelazo znowu spadało i tak w koło Macieju. Ok, niby wiedziałam wcześniej od lekarza, że "nie powinnam" pić herbaty, czy kawy do posiłków, ale nie znając przyczyny "sugestii", nie udało mi się zmienić tego nawyku. Dopiero w trakcie postu, kiedy to moim głównym hobby było zdobywanie wiedzy na temat zdrowego żywienia przeczytałam, że szklanka herbaty może zablokować wchłanianie całego żelaza dostępnego w posiłku, sugestia "nie powinnam", w mojej głowie zamieniła się na bardziej konkretne "nie mogę". Poza tym, w trakcie postu odzwyczaiłam się od picia herbaty, a jej miejsce zastąpił czystek, pokrzywa, mięta, lipa, melisa, rumianek i tego typu strasznie brzmiące herbatki ziołowe. Aż ciężko pomieścić to wszytko teraz w szafce. Staram się też wypijać codziennie 1,5 litra wody, chociaż z tym jeszcze tak dobrze mi nie idzie. Żeby jednak pić więcej, trzymam bidon z wodą (lubię do niej dodać plasterek cytryny, czy limonki) i wtedy odruchowo po nią sięgam.


Zielenina

O wartościach zieleniny nie mam co tu pisać, każdy wie, że jest ona po porostu zdrowa. Nie wchodząc w szczegóły, ma ona mnóstwo mnóstwo składników odżywczych (i naprawdę mało kalorii). Jedyne zalecenia dotyczące dziennej dawki "zielonych warzyw liściastych" jakie znalazłam (tak, opracowane są one przez dietetyka), odnosiły się do diety wegetariańskiej i wegańskiej, ale myślę, że ludzie na tych bardziej "standardowych" dietach też mogą się na nich wzorować. Otóż w zależności od wariantu diety i jej kaloryczność zalecane jest spożycie co najmniej jednej (no trochę ponad jednej) szklanki zieleniny na surowo. Takiego poziomu jeszcze nie osiągnęłam, a przynajmniej nie każdego dnia daje mi się tyle zjadać, ale codziennie staram się przynajmniej w jednym posiłku zieleninkę zawrzeć. Podczas zakupów spożywczych zawsze staram się dorzucić do koszyka szpinak, jarmuż, roszponkę, czy miks sałat. Te dwa pierwsze jakoś bez problemu udaje mi się przemycić do posiłków - można je dorzucić do porannej jajecznicy, koktajlu, albo pod koniec gotowania do zupy, czy spaghetti. Szpinak kładę też na kanapki jak sałatę. Możliwość jest mnóstwo, za to z sałatami mam jeszcze duży problem, bo po prostu mi nie smakują mi surowe, a do koktajli średnio się sprawdzają. Muszę chyba po porostu ogarnąć jakiś pożądany dressing.


Mniej białej mąki

Podczas postu Daniela produkty zbożowe nie są dozwolone, jednak te pełnoziarniste, bądź z mąki żytniej zaczęłam wprowadzać do diety podczas wychodzenia z postu. Były one polecane na ten właśnie etap i zostały ze mną aż do teraz. Zrobiłam też oczywiście research, i sprawdziłam, dlaczego akurat te są lepsze. Otóż biała nie tylko zawiera mniej błonnika, ale i "oczyszczona" jest wielu minerałów i witamin (tak, te składniki możecie znaleźć w chlebie!). I tak, teraz moje ukochane spaghetti robię najczęściej w wersji pełnoziarnistej (btw, mięso też zazwyczaj zamieniam na tofu - genialne źródło żelaza, czy nasiona konopi – źródła chyba wszystkiego co dobre). Tak samo w przypadku pieczywa, które jem przecież codziennie, zrezygnowałam w dużej mierze (ale nie zupełnie 😉) z białej mąki. A chleb to nawet piekę sama! Z użyciem mąki żytniej (pełnoziarnistej i chlebowej) ma się rozumieć. Nawet teraz w kuchni rosną mi dwa bocheneczki, które wieczorem wsadzę do piekarnika i zjem jutro na śniadanko. 😁 Wiem, to dla mnie też brzmi jak jakiś hard core, ale uwierzcie mi, że to absolutnie nic skomplikowanego. Wystarczy mąka, woda i sól, a na początek też trochę cierpliwości, żeby przygotować zakwas. Korzyści są oczywiste, bo wiem jakie składniki są w środku, mogę użyć też dowolnych dodatków (najczęściej używam żurawiny i pestek słonecznika), no i taki chleb jest świeży jest do tygodnia (dłużej nie testowałam). No i nie mogę też wspomnieć o cebulowym akcencie - z kilograma mąki za 2,5zł będą dwa pachnące zdrowiutkie bocheneczki. Mniam! Z doświadczenia tylko dodam, że i do pełnego ziarna trzeba się przyzwyczaić, więc za dużo produktów pełnoziarnistych na raz to też nie jest dobry pomysł. Powoli i stopniowo. 😉

Uff, to już koniec na dzisiaj. Takich nawyków mogłabym podać tutaj więcej, ale nie chcę Was już kompletnie zanudzić. Na zakończenie tylko dodam, że taki zdrowy sposób żywienia jest naprawdę uzależniający. Ciągle pracuję nad kolejnymi zdrowymi nawykami. Poznaję też mnóstwo nowych produktów, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Dla mnie to ogromna frajda i mam nadzieję, że ten etap fascynacji zdrową dietą długo mi nie przejdzie. Jeżeli jesteście zainteresowani postem z innymi zdrowymi nawykami, które wprowadziłam, albo nad którymi jeszcze pracuję to dajcie znać w komentarzach - szczerze powiedziawszy, to pomysłów na to, co jeszcze mogłabym dodać w takim w wpisie mam mnóstwo. A pisanie o tym to dla mnie prawdziwa przyjemność (bo dziwnie się tym ekscytuję). Ok, do następnego! 😘

Jeśli dzisiejszy wpis Ci się spodobał, to udostępnij go proszę na Facebooku. Będzie super, jeśli zostaniesz na dłużej, lajkując któryś z moich kanałów społecznościowych. 😊

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

14 komentarzy on "Zdrowe nawyki które zostały ze mną po poście Daniela (diecie dr Dąbrowskiej)"
  1. U mnie udało się zastąpić czarna kawę na zbożową w większość dni, ot taki mały sukces. Zieleniny u mnie dużo ale walczę z nałogiem do słodkości :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajj, z tymi słodkościami to i ja mam problem. Jak go rozwiązać jeszcze nie wiem. :D

      Usuń
  2. dieta ma bardzo duże znaczenia, ale wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uwielbiam zieleninę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! :) Często słyszę od ludzi, że jej nie znoszą. :D Ja mam problem z mixami sałat - jakoś za bardzo mi nie smakują, a je jednak najłatwiej i najszybciej je przygotować.

      Usuń
  4. Bardzo interesujący post! Czytałam z zaciekawieniem, zwłaszcza fragment o herbacie. Przyznaję, że jest to prawda, bo problem z wchłanianiem żelaza miałam przez chyba całe życie. I też przez całe życie piłam głównie herbatę(i kawę). Od czasu kiedy zaszłam w ciążę nie piję ani kawy ani herbaty, za to 2-3 litry wody (nie wiem jak mi się to udaje :DD), i pomimo tego, że jestem bardziej narażona na anemię w ciąży, to ....w końcu mam idealne wyniki :D

    A makaron z cukinią musi być pyszny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak miły komentarz - strasznie mnie to cieszy, że ktoś zaciekawieniem czytał te ponad 1600 słów. 😁💕 Z tego co zauważam, to problem z niedoborem żelaza jest naprawdę bardzo częsty (szczególnie u kobiet), a już taka mała zmiana jak przestanie picia herbaty/kawy do posiłku może go w dużej mierze zmniejszyć. Więc na pewno warto o tym wiedzieć. :)

      PS Podziwiam za te 2-3 litry wody dziennie. Ja mam problem z 1,5L. 😁

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy post, lubię sobie poczytać, chociaż stosować niczego nie zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. staram się na co dzień zdrowo się odżywiać, choć przyznaję takie posty nie są dla mnie bo mam niedowagę i cóż, muszę jeść konkretniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem przeciwna wszystkim dietom, niemniej super, że wprowadziłaś zdrowe nawyki, które z całą pewnością wpłyną na całość kondycji psychofizycznej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dieta Dąbrowskiej jest bardzo wymagająca, nie wiem czy dałabym radę...na pewno, jeśli ma się silną motywację, by poprawić coś w swoim zdrowiu warto...:) Nawyki godne pochwały! pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń