Top Social

Jak ubrać się na wesele? Rady i inspiracje

7/20/2018

Sezon ślubny już w pełni. Ale może któraś z Was nie znalazła jeszcze sukienki na tę okazję? Albo szukacie inspiracji? Dziś o tym jak ubrać się na wesele, czego szukać w sklepach, ale i czego unikać, aby ułatwić proces poszukiwań weselnej kreacji.

O czy marto pamiętać?

Chociaż zasady kompletowania stroju na wesele stają się coraz bardziej rozmyte i mniej przestrzegane, to jednak o paru kwestiach warto pamiętać. Najważniejsza to oczywiście, dobrać strój do rodzaju przyjęcia na jakie się wybieramy. Ja w dzisiejszym zestawieniu pominęłam mniej tradycyjne opcje jak klub, czy plaża, a skupiłam się na typowym polskim weselu. Raczej każdy ma wyobrażenie o jaką imprezę chodzi: ze wszystkimi ciociami, wujkami, plątającymi się pod nogami dziećmi, minimum setką gości, lokalem z kryształowymi żyrandolami i swojskim stołem. Absolutnie nie mam nic przeciwko takiej imprezie (ani przeciw disco polo :D) , ale wybór sukienki na taki wieczór według mnie nie jest wcale łatwy, chociaż bardziej liberalne zasady dress code’u umożliwiają większy wybór kreacji. Należy się natomiast skupić się na szukaniu sukienek koktajlowych bądź wieczorowych. Co więcej, warto pamiętać, żeby sukienka jednak za dużo nie odkrywała. Gołe plecy, nogi, ramiona i biust naraz to jednak za dużo. Nie będzie to wyglądało zbyt smacznie, a panna młoda może być niezadowolona ze zdjęć z półnagimi gośćmi. No i pamiętajcie jeszcze o tych plątających się pod nogami dzieciach. :D W dodatku, jeśli ślub odbywa się w kościele, to warto pamiętać o okryciu ramion (nagich pleców też lepiej nie pomijać). No i w końcu kwestia koloru. Biel i czerń są raczej niewskazane, chociaż te zasady nie każdy uważa za aktualne. Myślę jednak, że jeśli już wybieramy sukienki w takich kolorach, to warto, żeby były one przełamane jakimś wzorem – małą czarną warto zostawić na wszystkie inne okazje, na których się sprawdzi.

Na co więc postawić, żeby wyglądać zachwycająco, ale i nie stracić lat na szukanie odpowiedniej sukienki? Oto kilka inspiracji i rad jak ubrać się na wesele.

1. Granat

Moim zdaniem granat to najbardziej uniwersalna opcja. Nie bez powodu większość moich sukienek jest właśnie w tym kolorze. Sprawdzają się świetnie na weselach, komuniach, wszelkiej maści imprezach rodzinnych, i nie tylko. :D Otóż moje sukienki z półmetka, ze studniówki, a nawet wszystkich obron na uczelni były w tym właśnie kolorze. Nie jest to czerń, która nie tylko na wesele nie jest wskazana, to jeszcze potrafi być niepochlebna dla naszej twarzy (zwłaszcza w świetle dziennym). Zachowuje natomiast jej zalety, tj. elegancki charakter i wyszczuplające walory. :D Poza tym przypomnijcie sobie kultową już zaręczynową sukienkę księżnej Kate Middleton. Kolor sam w sobie nie jest może porywający, ale stanowi świetną podstawę dla łatwego w skompletowaniu zestawu. Do takiego uniwersalnego „płótna”, można dołączyć przeróżne dodatki, na każdą okazję inne. Pomyślcie o ozdobnych kolczykach, połyskujących sandałkach, czy odważnym naszyjniku. Naprawdę polecam zamiast/oprócz małej czarnej, zainwestować w koktajlową granatową sukienkę. Ja takie mam w i kryzysowych sytuacjach, gdy nic ciekawego w sklepach nie mogłam znaleźć, sięgałam.

Najbardziej klasycznym modelem będzie rozkloszowana sukienka z dekoltem w serek. Połyskująca tafta nadaje jej wieczorowego charakteru. Dopasowana góra i podkreślona talia powinny pasować każdej sylwetce. Natomiast szerokie ramiączka sprawią, że nie trzeba się będzie martwić o okrycie ramion w kościele. Tutaj oczywiście zaszaleć można z akcesoriami.

Sukienki: 1. Sukienka z tafty Esprit | 2. sukienka z ozdobną aplikacją Orsay | 3. Macen Mini Skater Dress by TFNC TOPHOP | 4. sukienka z jedwabiu Patrizia Aryton

Dodatki: 5. kolczyki Sinsay | 6. kolczyki z kwiatami Bershka | 7. kolczyki chwosty Blinkshop | 8. Suri 100 suede sandals Jimmy Choo | 9. złote sandały Steve Maddden | 10. naszyjnik ze zdobieniem Sinsay | 11. czarne szpilki Hogl

2. Czerwień

Dla Pań chcących uzyskać efekt wow, nie mogę polecić nic innego jak czerwień. Wygląda zjawiskowo w przypadku bladolicych jak i ciemniejszych karnacji. Również ani brunetki, ani blondynki nie powinny narzekać, że w tym kolorze i nie do twarzy. Co prawda może się to wydać opcja dla tych bardziej odważnych, jednak na taką okazję jak wesele na pewno nie będzie nie na miejscu.

Czerwień świetnie pokonuje się z beżem, czernią (kiedyś te połaszenie wydawało za mało skomplikowane :D), złotem, ale także delikatnym różem (np. kopertówki). Czerwień jest już bardzo wyrazistym elementem, dlatego przy kompletowaniu stroju należy uważać, żeby nie „przedobrzyć”. Fajnie sprawdzą się tu sukienki minimalistyczne w formie (a z wzorem na czerwieni już naprawdę trzeba uważać). Jeśli natomiast sukienka w formie jest ascetyczne (jak np. ta zwiewna sukienka z SU), to z dodatkami można nieco zaszaleć (co myślicie o tych futerkowych sandałkach spod 7-ki?).

Sukienka z koronkowym tyłem z Esprit (2), chociaż nadal skromna w zdobienia, wymaga już bardziej subtelnych dodatków. Poprzez połyskujący materiał i piękną koronkę na plecach, jest ona na tyle ozdobna, że wyraziste buty byłyby już przesadą. Beżowe, delikatne sandałki będą świetnym dopełnieniem, który nie będzie odrywał uwagi odwracał od sukienki.

Sukienki: 1. Letnia zwiewna sukienka Cynthia SU | 2. sukienka z koronkowym tyłem Esprit | 3. dopasowana sukienka Simple | 4. minimalistyczna sukienka Simple

Dodatki: 5. kopertówka o metalicznym połysku Taranko | 6. złote kolczyki Bershka | 7. Suri 100 suede sandals Jimmy Choo | 8. beżowe sandały TOPSHOP | 9. kolczyki z frędzlami Bershka | 10. czarne sandałki na obcasie Brooks DeeZee | 11. gold mules Loeffler Randall | 12. sandały z kokardą Eva Minge

3. Pastele

Pastele długo nie były na liście moich ulubionych kolorów, jednak przekonałam się, że nie każdy odcień musi wyglądać mdło i bez charakteru. Właściwie, w przypadku tych jasnych kolorów, paleta odcieni naprawdę może zaskoczyć. Zwłaszcza jeśli pastelową sukienkę połączyć z wyrazistymi, stylowymi akcesoriami. Popatrzcie na przykład na sukienkę w kolorze pudrowego różu z Taranko. Kolor ten idealnie wpisuje się w styl styl retro, tak samo jak lejący dekolt, połyskujący materiał i długość za kolano. A buty (6) (chociaż kosmicznie drogie) i błyszcząca kopertówka podkreślają fajny charakter sukienki.

Nie mogę też nie pominąć odcienia zieleni szyfonowej sukienki z wiązaniem z Esprit (2). Ten sam model dostępny jest również w odcieniu wyrazistej czerwieni i mojego ukochanego granatu. Odcień zgaszonej zieleni jest naprawdę uroczy, elegancki no i niespotykany. Razem z lejącymi rękawami i wiązaniem w tali tworzy cudowną dziewczęcą sukienkę, która naprawdę sprawdzi się nie tylko na wieczór weselny. A subtelny ocień zieleni, chociaż zgaszony, razem z metalicznym sandałkami tworzy ciekawą stylizację. No ja jestem zachwycona i tym krojem i tym odcieniem!

Sukienki: 1. Sukienka pudrowy róż Taranko | 2. Szyfonowa sukienka z regulowanym, wiązanym paskiem Esprit | 3. błękitna koronkowa sukienka Simple | 4. sukienka z koronką Taranko

Dodatki: 5. wieczorowa torebka z perełkami Taranko | 6. sequinned satin sandals N°21 | 7. różowe sandałki Juliaca DeeZee | 8. złote kolczyki Bershka | 9. Jessica velvet sandals Alexandre Birman | 10. Karlotta Bow Ankle Strap Sandal Jimmy Choo | 11. pikowana torebka Monnari | 12. torebka z cekinami Yoins

4. Wzory

W przypadku wzorów również stawiałabym na klasykę. Azteckie printy, czy gwiazdki zostawmy na inne okazje. Radziłabym raczej kropki, paski, czy kwiaty. Z odpowiednimi dodatkami stworzą odpowiednio wieczorowy zestaw, a przy tym pozwolą przemycić „zakazaną” czerń i biel (jeśli są to nasze ukochane kolory) Ok, niektórzy twierdzą, że kwiaty na wiosnę i lato nie są najbardziej odkrywcze (por. Miranda Priestly), ale ja w nich żadnego problemu nie widzę. Jak zwykle jednak warto pamiętać o ciekawych dodatkach, żeby kwiaty, czy też inne printy nie okazały się zbyt powszednie.

Jeśli natomiast sukienka będzie miała odpowiedni materiał, tak jak ta sukienka z delikatnego tiulu (1), to nie ma się co martwić, że wypadnie za mało wieczorowo. Jej dodatkowym atutem jest to, że kwiatowy wzór jest wyhaftowany, co dodaje i u uroku i elegancji. Ponadto ten model jest w jednym z moich ulubionych kolorów, a wspominałam Wam, że granat to jedna z najlepszych opcji, nie tylko na taki wieczór.

Sukienki: 1. Sukienka z haftowanego tiulu Mosquito | 2. letnia sukienka w groszki Żaklina SU | 3. sukienka z falbaną przy dekolcie Taranko | 4. sukienkaw kwiaty Taranko

Dodatki: 5. kopertówka o metalicznym połysku Taranko | 6. Lotus Blossom sandals Aquazzura | 7. pikowana torebka Bershka | 8. sandałki na obcasie Brooks Coral DeeZee | 9. różowe sandałki Juliaca DeeZee | 10. bordowa torebka z aksamitu Goshico | 11. sandały w kolorze fuksji Oleksy | 12. pikowana torebka Monnari

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

OOTD: Grona gniewu (natury) i torebka koszyk na lato. Witajcie ponownie!

7/01/2018

Prawda jest taka, że po raz kolejny chciałam na tej stroną postawić krzyżyk. I po co mi to, i na co? Mając na uwadze kwestie czysto rozsądkowe, ten proceder nie ma praktycznie racji bytu. Ale okazuje się, że jednak ciągnie mnie do tego by o 8 rano w sobotę wyjść na miasto z aparatem, mając nadzieję, że o tej porze jeszcze wszyscy śpią i nie będą "przeszkadzać" w zdjęciach. Otóż z niewiadomych mi powodów nie śpią. Cały czas odkrywam, że są tym świecie rzeczy, które się filozofom (nomen omen) nie śmiły.

straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato

Torebka koszyk na lato / straw bag: Rosegal | koszula/shirt: Zara | dżinsy / jeans: Zara | bransoletki / bracelets: Rosegal | bandama: as old as me

Jednak oprócz przechodniów zachowujących się niezgodnie z moimi oczekiwaniami, to jeszcze i pogoda pokrzyżowała mi ambitne plany. Dzień wcześniej postanowiłam sobie, że w tę sobotę na pewno zbiorę się ponownie na odwagę żeby wyjść na zdjęcia. Miałam pokazać Wam moją nową sukienkę w kwiaty (o z tego posta), a sobotni ranek powitał mnie deszczowymi chmurami i 15 stopniami Celsjusza. Na początku oczywiście pomyślałam, że to kolejny powód, żeby definitywnie zakończyć internetową działalność. No rzesz przecież nawet matka natura mi to podopowiada (słyszeliście już może o TEJ teorii "sprawiedliwej" natury? :D).

straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato

Całe szczęście wczesne godzinny nie odebrały mi całkowicie rozumu, a jego resztki wystarczyły, by postukać się w głowę, a uprasowaną wcześniej sukienkę i przygotowane sandałki zamienić po porostu na coś bardziej odpowiedniego do pogody. Takim oto sposobem powstało najbardziej odkrywcze na świecie połączenie dżinsów i niebieskiej koszuli! Tadaa! Ratuje je może torebka koszyk na lato, która aktualnie stała się chyba moim ulubionym akcesorium. Btw, w połowie prasowania koszuli "zniknął" prąd. Jak się później tego dnia okazało, nie była to kolejna podpowiedź losu w postaci awarii w bloku, a po prostu wywaliło nam korki. Brawo ja! Yhy, tak, wiem, dzięki inteligentna ze mnie bestia. No i całe szczęście opuściłam dom! Co prawda z połowicznie uprasowaną koszulą, ale nie pamiętając już o „znakach” od natury/losu. Chociaż sprawa z prądem nie była jeszcze wtedy wyjaśniona! Mam nadzieję, że rozumiecie moje bohaterstwo w tej sytuacji. No i z jedną tylko obawą, która już bardziej przypominała lęki ludzi zdrowych na umyśle – by nie zmókł mi aparat, wyszłam zdobywać świat! Ekhem... Tzn. kręcić się przy takim jednym szarym blokowisku. 😁 No już Wam wspominałam, że obdarte, opisane ściany mi się podobają…

straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato

Ale wracając jeszcze do sprawy rozsądku, to myślę, że rozsądny z mojej strony byłby powrót do treningów. Biorąc po uwagę fakt, że ledwo wcisnęłam się w swoje dżinsy. Co prawda nie wydaje mi się, żeby moja dieta stała się ostatnio przesadnie niezdrowe (pomińmy już te kilka epizodów z pralinkami z nadzieniem z masła orzechowego), ale mimo wszystko ubrania na masową skalę zaczynają się kurczyć w praniu. Te anomalie z praniem związane są tym bardziej bolesne, że przyzwyczaiłam się już do super chudej mnie po takim jednym Poście Daniela. No podobały mi się te moje chude nogi. Jakoś teraz już im bliżej do wyglądu wyrobów mięsnych upchanych w kiszkę (przepraszam wrażliwe osoby za naturalistyczne obrazy, ale ja też się muszę z tym obrazem na co dzień zmagać!). 😁 Jem wg mnie zdrowo (już pisałam Wam o swoich aspiracjach do prowadzenia NAJzdrowszej na świecie diety), zapisuję kalorie (których CZASEM zdarzą się uzbierać więcej niż program sugeruje), a każde pranie skutkuje coraz większą frustracją. Hmmm. Ten wpis wyszedł mi bardzo optymistycznie. 😁

straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato

straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato

straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato
straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato

straw bag Rosegal, torebka koszyk na lato

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

Rosegal Wishlist

5/23/2018

One wishlist after another, and I would like to call myself minimalist haha! Ok, there are some more "trends" I would like to try this summer. The one I'm most excited about is the straw bag. It's popular for a few years now, and each year I'm more and more eager to try this one. The only concern I have with this trend is that such a bag may not be the most versatile and useful. Well, the natural material does not seem very durable, but anyway I'm dying to try it this year! So many options of straw bags now, but I really like this round one in my wishlist. Hope it would look as great "in real life" as in the pictures. Besides, I read some positive reviews online - fingers crossed they were honest. 😅 Another trendy option I'm a bit anxious about, but still fascinated by is the off shoulder blouse or a dress. Well, showing bare shoulders, although oh-so-chic, seems a bit scary for me. LOL. 😁 And what shall I do about the bra, huh? 😊 Next, the flowery dress, but is it really a trend? Well, ain't no spring or summer without it. 😆 Only a pair of fancy sunglasses is missing here, and I am so ready for the summer! 😁 All of the products in my wishlist are from Rosegal. 😉

PS There are some special promotions on Rosegal for Mother’s Day. Just saying. 😊

1. Off Shoulder Polka Dot Elastic Cuffs Blouse | 2. Flower Pattern Ruffle Mini Dress | 3. Straw Handbag Casual Beach Woven Shoulder Messenger Bag - Light Khaki | 4. Metal Frame Sunglasses - Brown

Rosegal wishlist

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

Zaful wishlist - wrap dress / kopertowa sukienka na lato

4/29/2018

Given that it's almost May, and the weather generously spoils us with sun more and more often, it's no surprise that my thoughts start to revolve around summer-appropriate clothes. To be honest, this summer, I don't plan on buying many clothes to fit in this year's trends; however, there are some fashion 'guilty pleasures' (aka not basics) that I'd love to incorporate to my wardrobe this year. Apart from straw bag and espadrilles, ultra-girly summer dress is something I really need in my life (no joke!). :D As usual, I've got in my head an idea of such dress I want need. Well, the model I find particularly appealing is a wrap dress. Such silhouette is great for almost any type of woman's body type. Thanks to the V-neckline and tie at waist it will not only make you look slimmer but also it will heavenly accentuate your waist and bust line. And if you add the ruffles (just like in this iconic Realisation Par model Alexandra) you get THE perfect summer dress (if you ask me). When it comes to color, I'd like something that would go well with a summer tan so reds, yellows and even blues would be perfect. I gathered all the models from Zaful that fit with my idea of perfect summer dress and that is (quite) wearable but I'm still a bit hesitant about which exact one I should choose. Maybe you'll help me make a decision? Let me know in the comments which dress you like the most! :) You've got the links to every dress (each number corresponds to a respective dress 😉).

Kopertowa sukienka a lato

Już prawie maj, a pogoda coraz częściej rozpieszcza nas słońcem, nic więc dziwnego, że zaczynamy myśleć o przygotowaniach do lata. W kwestii pielęgnacji, to przeprosiłam się więc już z kremem do stóp, rozpoczęłam misję walki z grudkami na twarzy (rozświetlaczowy glow i grudki to kiepskie połączenie), a po balsam do ciała sięgam bardziej regularnie (czyli częściej niż raz na tydzień 😅). Również jeśli chodzi o ubrania, to moje myśli zaczynają krążyć wokół tych typowo letnich. Ok, nie panuję wielkich zakupów by wpasować się w tegoroczne trendy. Jednak oprócz słomkowej torebki i espadryli, marzy mi się letnia, ultra-dziewczęca kiecka. Jak zwykle przed zakupami staram się sprecyzować wymagania, żeby wiedzieć dokładnie czego szukać. Otóż mój idealny letni model to kopertowa sukienka. Ten zakup traktuję bardziej jako modową zachciankę niż klasyk na lata, więc nie musi ona być tak idealna jak te ubrania, które mają stanowić podstawę garderoby. Trendy trendami, ale nadal zależy mi po prostu na czymś, co odważę się założyć. No a czego dokładnie szukam? W zeszłym roku pisałam wam o letniej sukience z Realisation Par i również w tym roku model Aleksandra nie wychodzi z mody. Zależy mi na sukience w tym klimacie. Taka kopertowa sukienka to idealny kompromis między trendami a klasyką. Sprawdzi się przy większości typów sylwetki. Dzięki dekoltowi w kształcie litery V i wiązaniu świetnie wyszczupla sylwetkę, podkreśla talię i biust, sprawiając przy tym, że nasza sylwetka zbliża się do tej "idealnej" klepsydry. Czy z falbankami, czy bez - kopertowy krój będzie wyglądał świetnie. Jeśli chodzi o kolor sukienki, to szukam czegoś, co będzie ładnie współgrało z letnią opalenizną – czerwienie, odcienie żółtego, ale i wszelkie niebieskie barwy super się sprawdzą. Zebrałam kilka modeli kopertowych sukienek, które wpisują się w moje wyobrażeni o idealnej letniej sukience i nadają się do noszenia - długość i dekolt są w miarę rozsądne. Nie ma to być oczywicie jakaś elegancka kreacja, ale i tak nie bardzo interesuje mnie chwalenie się bielizną. :D Nadal tylko nie jestem pewna na którą konkretnie się zdecydować. Może pomożecie mi wybrać? 😁 Linki do każdej sukienki są poniżej (każda cyferka przenosi do odpowiedniej sukienki). 😉

Links to dresses / Linki do sukienek: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8

kopertowe sukienki na lato wrpa dress zaful

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

OOTD: Spring blossom (beżowy sweter, czarne dżinsy i Conversy)

4/22/2018

Kiedy jeżdżąc po mieście co chwila dostrzegasz miejsca odpowiednie na robienie zdjęć, to wiedz, że coś się dzieje! Ta alejka z kwitnącymi na różowo drzewami nie mogła nie przykuć mojej uwagi. No i cały tydzień za każdym razem, gdy mijałam te miejsce wykręcałam głowę, żeby upewnić się, że nagle wszystkie różowe płatki z dnia na dzień nie postanowiły opaść i pozbawić mnie szansy na piękne tło do "sesji". Całe szczęście żadna ze spiskowych teorii dziejów się nie sprawdziła, płatki grzecznie zaczekały na mnie i dzisiaj szczęśliwie róż zalał ten blog. Ja nie mogłabym być szczęśliwsza! Co zresztą chyba widać na załączonych obrazkach. :)

Beżowy sweter: Pull and Bear | torebka: Reserved (podobna różowa tutaj) | czarne dżinsy: Zara | Okulary: H&M | trampki: Conversy

#OOTD: Spring blossom (beżowy sweter, czarne dżinsy i Conversy)

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

Zdrowe nawyki które zostały ze mną po poście Daniela (diecie dr Dąbrowskiej)

4/17/2018

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie (@onecellardoor), to może wiecie, że jakiś czas temu przeszłam trzytygodniowy post Daniela (pisałam o tym o tutaj). Zastawiałam się, czy jakikolwiek wpis o poście robić, bo nijak nie jest to związane z tematyką tej strony. Poza tym, jakoś nie wydaje mi się, żeby ktoś z moich Czytelników byłby zainteresowany gigantycznym wpisem dotyczącym celowości tej diety (vel półgłodówki), dywagacjami, czy to aby zdrowe i bezpieczne, dokładnymi regułami, no i czemu zdecydowałam się na posta Daniela lub ogólnie na co to komu. Chyba, że się mylę, to oświećcie mnie w komentarzach - jestem otwarta na propozycje. 😉 Za to wpis ze zdrowymi nawykami, które zostały ze mną po poście Daniela i które może wprowadzić każdy i to w bardzo prosty sposób to już inna bajka.


Pokrótce, posta Daniela, opierający się na takich samych zasadach jak dieta dr Ewy Dąbrowskiej (tutaj szczegółowe zalecenia), polega gównie na jedzeniu wybranych warzyw i owoców. Co do warzyw to dowolność jest bardzo duża (odpadają tylko rośliny strączkowe i ziemniaki), za to gorzej jest w przypadku owoców. W tej grupie zostają tylko jabłka, grejpfruty i cytryny (ewentualnie inne o niskim indeksie glikemicznym, ale tylko w ilościach dekoracyjnych). W kwestii dozwolonych napojów też nie jest tak różowo, bo odpada kawa (tak, to nie jest żart 😭), herbata, wszelkie napoje słodzone, czy gazowane, a zostają nam tylko oczywiście woda, herbatki ziołowe, soki i kompoty z dozwolonych warzyw i owoców. I to z grubsza tyle w kwestii reguł - nie są one bardzo skomplikowane, gorzej jest oczywiście z wcieleniem ich w życie.

Piszę pokrótce o tych zasadach, żeby przybliżyć Wam skąd w ogóle ta zależność między postem, a aktualnym podejściem do żywienia. Dzięki tej głodówce moje podejście do diety i zdrowia zmieniło się diametralnie. I o dziwo, z totalnego dietetycznego ignoranta zamieniłam się w kogoś kto uwielbia przygotowywać i jeść śniadania, darzy wielkim i ciepłym (aczkolwiek dziwnym) uczuciem swoją głęboką patelnię, a w swoim różowym notesiku gromadzi bazę healthy wiedzy - od informacji o zawartości wapnia w pokrzywie po przepisy na ciasta bądź pasztety z fasoli.

Na zmianę mojego podejścia do diety w trakcie postu miało kilka czynników. Po pierwsze, prawda jest taka, że podczas tego postu myśli się głównie o jedzeniu. W trakcie tych trzech tygodni obejrzałam milion foodboków na yt, przeczytałam dwa miliony przepisów i wchłonęłam pewnie z dziesięć milionów artykułów i filmów dotyczących zdrowego żywienia i zbilansowanej diety. Poza tym, na przełomie pierwszego i drugiego tygodnia postu, pomijając nieustanną chęć zjedzenia czegoś normalnego, zaczęłam czuć się świetnie. Miałam dobry nastrój i rozpierała mnie energia. Naprawę, poziom energii mogłabym spokojnie porównać to tego, który reprezentują wiecznie biegające i wrzeszczące dzieciaki z przedszkola na przeciwko mojego mieszkania. Bez problemu wstawałam wcześniej, żeby zjeść śniadanie i przygotować sobie jedzenie na wynos, zapomniałam o popołudniowych spadkach energii i drzemkach. No prze-genialne jest to uczucie! I było to dla mnie niezły szok, że do tej pory funkcjonowała tylko jako połowa swoich energetyczno-nastrojowych możliwości. Dopiero te bardzo łatwo zauważalne czynniki sprawiły, że realnie uświadomiłam sobie, jak duży wpływ na mnie i na moje samopoczucie ma dieta. Najśmieszniejsze jest to, że nie rozpoczęłam postu Daniela ani po to, żeby lepiej się czuć, ani żeby schudnąć, czy ozdrowieć. Żadnej ekscytacji, czy oczekiwań w tym względzie nie miałam i na żadne z takich skutków się nie nastawiałam (no dobra, te schudnięcie to całkiem miły i logiczny efekt uboczy, którego się spodziewałam). Ale zmian nie dało się nie zauważyć. No i po trzecie, mimo tej rozpierającej energii, były to ultraciężkie trzy tygodnie, więc po prostu nie chciałam zmarnować swojego wysiłku i spowrotem "zaśmiecić" swojego organizmu.

I tak, tuż po poście, jako nowo nawrócona do życia w przenajzdrowszej diecie na świecie, wyczerpywałam wszelkie znamiona health freak'a i to przez gigantyczne f. Domownicy nie narzekali (o ile nie robiłam na obiad tofu), bo większość posiłków robiłam ja z własnej nie przymuszonej woli i o dziwo z wielką przyjemnością. Jednak w miarę upływu czasu poziom mojego szaleństwa zaczął się stabilizować, na szczęście radość z gotowania (to brzmi jak tekst z poradnika dla gospodyń domowych) została, a moje podejście do żywienia zaczyna się normować. Dlatego teraz, po podan miesiącu od zakończenia postu, już całkiem na chłodno chciałam Wam przedstawić kilka nawyków, które po poście udało mi się zachować. I są to jedne z najprzyjemniejszych efektów tej trzytygodniowej półgłodówki. Co prawda nie wszytki nowości żywieniowe z czasu postu ze mną zostały, na przykład o makaronie z cukinią nie chcę nawet myśleć, ale jest też kilka nawyków, które są nadal bardzo ważne. Nie są to tylko przyzwyczajenia z czasu postu, ale też i z okresu wychodzenia z niego, kiedy to jadłospis nie jest też do końca "normalny", nadał trzeba pilnować tego co się je, ile się je, a w wielkim skrócie chuchać i dmuchać na swój żołądek, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jeśli jesteście ciekawi, jakie zdrowe nawyki zostały ze mną po poście Daniela, to zapraszam do czytania.


Herbatki ziołowe i woda zamiast herbaty

Herbata nie jest zła, jednak ja miałam nawyk, żeby pić ją mniej więcej cały czas i traktować ją jako główne źródło nawodnienia. Nie jest to jednak najlepsza metoda, zwłaszcza jeśli pijecie herbatę do posiłków, a ja piłam ją prawie do każdego. Herbata (i kawa) zaburza proces wchłaniania żelaza, a te akurat miałam na odpowiednim poziomie tylko po wyłykaniu dawki przepisanych na receptę tabletek. Po jakimś czasie od terapii lekowej żelazo znowu spadało i tak w koło Macieju. Ok, niby wiedziałam wcześniej od lekarza, że "nie powinnam" pić herbaty, czy kawy do posiłków, ale nie znając przyczyny "sugestii", nie udało mi się zmienić tego nawyku. Dopiero w trakcie postu, kiedy to moim głównym hobby było zdobywanie wiedzy na temat zdrowego żywienia przeczytałam, że szklanka herbaty może zablokować wchłanianie całego żelaza dostępnego w posiłku, sugestia "nie powinnam", w mojej głowie zamieniła się na bardziej konkretne "nie mogę". Poza tym, w trakcie postu odzwyczaiłam się od picia herbaty, a jej miejsce zastąpił czystek, pokrzywa, mięta, lipa, melisa, rumianek i tego typu strasznie brzmiące herbatki ziołowe. Aż ciężko pomieścić to wszytko teraz w szafce. Staram się też wypijać codziennie 1,5 litra wody, chociaż z tym jeszcze tak dobrze mi nie idzie. Żeby jednak pić więcej, trzymam bidon z wodą (lubię do niej dodać plasterek cytryny, czy limonki) i wtedy odruchowo po nią sięgam.


Zielenina

O wartościach zieleniny nie mam co tu pisać, każdy wie, że jest ona po porostu zdrowa. Nie wchodząc w szczegóły, ma ona mnóstwo mnóstwo składników odżywczych (i naprawdę mało kalorii). Jedyne zalecenia dotyczące dziennej dawki "zielonych warzyw liściastych" jakie znalazłam (tak, opracowane są one przez dietetyka), odnosiły się do diety wegetariańskiej i wegańskiej, ale myślę, że ludzie na tych bardziej "standardowych" dietach też mogą się na nich wzorować. Otóż w zależności od wariantu diety i jej kaloryczność zalecane jest spożycie co najmniej jednej (no trochę ponad jednej) szklanki zieleniny na surowo. Takiego poziomu jeszcze nie osiągnęłam, a przynajmniej nie każdego dnia daje mi się tyle zjadać, ale codziennie staram się przynajmniej w jednym posiłku zieleninkę zawrzeć. Podczas zakupów spożywczych zawsze staram się dorzucić do koszyka szpinak, jarmuż, roszponkę, czy miks sałat. Te dwa pierwsze jakoś bez problemu udaje mi się przemycić do posiłków - można je dorzucić do porannej jajecznicy, koktajlu, albo pod koniec gotowania do zupy, czy spaghetti. Szpinak kładę też na kanapki jak sałatę. Możliwość jest mnóstwo, za to z sałatami mam jeszcze duży problem, bo po prostu mi nie smakują mi surowe, a do koktajli średnio się sprawdzają. Muszę chyba po porostu ogarnąć jakiś pożądany dressing.


Mniej białej mąki

Podczas postu Daniela produkty zbożowe nie są dozwolone, jednak te pełnoziarniste, bądź z mąki żytniej zaczęłam wprowadzać do diety podczas wychodzenia z postu. Były one polecane na ten właśnie etap i zostały ze mną aż do teraz. Zrobiłam też oczywiście research, i sprawdziłam, dlaczego akurat te są lepsze. Otóż biała nie tylko zawiera mniej błonnika, ale i "oczyszczona" jest wielu minerałów i witamin (tak, te składniki możecie znaleźć w chlebie!). I tak, teraz moje ukochane spaghetti robię najczęściej w wersji pełnoziarnistej (btw, mięso też zazwyczaj zamieniam na tofu - genialne źródło żelaza, czy nasiona konopi – źródła chyba wszystkiego co dobre). Tak samo w przypadku pieczywa, które jem przecież codziennie, zrezygnowałam w dużej mierze (ale nie zupełnie 😉) z białej mąki. A chleb to nawet piekę sama! Z użyciem mąki żytniej (pełnoziarnistej i chlebowej) ma się rozumieć. Nawet teraz w kuchni rosną mi dwa bocheneczki, które wieczorem wsadzę do piekarnika i zjem jutro na śniadanko. 😁 Wiem, to dla mnie też brzmi jak jakiś hard core, ale uwierzcie mi, że to absolutnie nic skomplikowanego. Wystarczy mąka, woda i sól, a na początek też trochę cierpliwości, żeby przygotować zakwas. Korzyści są oczywiste, bo wiem jakie składniki są w środku, mogę użyć też dowolnych dodatków (najczęściej używam żurawiny i pestek słonecznika), no i taki chleb jest świeży jest do tygodnia (dłużej nie testowałam). No i nie mogę też wspomnieć o cebulowym akcencie - z kilograma mąki za 2,5zł będą dwa pachnące zdrowiutkie bocheneczki. Mniam! Z doświadczenia tylko dodam, że i do pełnego ziarna trzeba się przyzwyczaić, więc za dużo produktów pełnoziarnistych na raz to też nie jest dobry pomysł. Powoli i stopniowo. 😉

Uff, to już koniec na dzisiaj. Takich nawyków mogłabym podać tutaj więcej, ale nie chcę Was już kompletnie zanudzić. Na zakończenie tylko dodam, że taki zdrowy sposób żywienia jest naprawdę uzależniający. Ciągle pracuję nad kolejnymi zdrowymi nawykami. Poznaję też mnóstwo nowych produktów, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Dla mnie to ogromna frajda i mam nadzieję, że ten etap fascynacji zdrową dietą długo mi nie przejdzie. Jeżeli jesteście zainteresowani postem z innymi zdrowymi nawykami, które wprowadziłam, albo nad którymi jeszcze pracuję to dajcie znać w komentarzach - szczerze powiedziawszy, to pomysłów na to, co jeszcze mogłabym dodać w takim w wpisie mam mnóstwo. A pisanie o tym to dla mnie prawdziwa przyjemność (bo dziwnie się tym ekscytuję). Ok, do następnego! 😘

Jeśli dzisiejszy wpis Ci się spodobał, to udostępnij go proszę na Facebooku. Będzie super, jeśli zostaniesz na dłużej, lajkując któryś z moich kanałów społecznościowych. 😊

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

OOTD: Odgrzewane kotlety

4/08/2018

Wieść gminna niesie, że jedną z najważniejszych życiowych rad, jaką Paris Hilton otrzymała od matki, było to, żeby każdy ciuch wkładać co najwyżej jeden raz. Brzmi jak mądrość rodem z prasy brukowej, ale chcąc nie chcąc w większości z nas włącza się czerwona lampeczka. No przyznać mi się tu, komu przez myśl nie przeszły komentarze w kaznodziejskim stylu "Toż to nie uchodzi!", bardziej troskliwe, „Co na to Matka Ziemia?!", albo różnorakie teksty znaczące mniej więcej tyle co swojskie januszowskie "Się w dupach z dobrobytu porzewracało!".

Jedwabna piżamowa koszula / shirt: Uterque (outlet) (fajne alternatywy, też z jedwabiu - Zara, Massimo Dutti)
dżinsy z wysokim stanem / high wasited jeans: Zara (podobne Stradivarius, H&M, Mango, Zara,Reserved)
pasek / belt: Calvin Klein
buty: Massimo Dutti (podobne Massimo Dutti)
torebka / shopper bag: Reserved (podobna tutaj)
okulary: H&M kupione na dziale męskim (chyba ten sam model tutaj)

I z poczuciem wyższści człowieka porządnego pomyślałam "Ja bym tak nie mogła". No nie, bo mnie na to nie stać. Noooooo, a potem jeszcze na swoje nieszczęście, przypomniałam sobie te moje wspaniałe zakupy, które, podobnie jak odzienia Paris, nie dostąpiły zaszczyty, by założyć je wielokrotnie. Pierwszy na myśl przychodzi mi bladoniebieski, krótki (przed pępek) top w gołębie, szczęśliwie upolowany na promocji. Sto punktów za krój i wzór! ✌ Miałam go na sobie raz. Na bal przebierańców (#truestory). W tej samej promocji upolowałam brata bliźniaka gołębiej koszulki, tylko że w paski - ten nawet nie załapał się na żadną przebieraną imprezę. Do tej niechlubnej listy dołączyć jeszcze muszę pewną beżową kamizelkę. Z przodu to zwisało, z tyłu uciskało. No gdzież ja miałam oczy wydając na to pieniądze (teraz tak sobie myślę, że to chyba klientom powinni dopłacać za chęć zakupu takich modowych eksperymentów). Mniej więcej w tym samym okresie mojego rozwoju umysłowego, do mojej szafy trafiły brązowe botki, piękne śliczne zamszowe. Przecież tylko jeden rozmiar za duże. Te akurat miałam na nogach aż dwa razy. Pamiętam też przepiękne, czarne sandałki dodające moim krótkim nóżkom całe 10cm szczęścia. W rzeczywistości zapewniły mi niezbyt przyjemny spacer (to mogłam być ja), a sobie miejsce w zapomnianym kącie mieszkania. To właściwie tylko preludium do mojej historii nietrafionych zakupów. Już więcej grzechów nie pamiętam. I naprawdę żałuję i wstyd mi przeogromnie. A jedyne rozwiązanie, jakie zawsze mi przychodzi w takich momentach do głowy to: trzymaj się klasyki. To naprawdę nie zawodzi. Chociaż pośmiać się z siebie też czasem miło. 😌

I będąc już w temacie klasyki, to wszystko co mam na sobie w dzisiejszym poście to już moje stare ubrania, które pokazywałam na blogu już nie raz nie dwa. Może i nudne, ale jakie wygodne podgrzewane kotlety. I nawet nie wstydzę się wyjść w taki stroju z domu! W spodniach z wysokich stanem zakochałam się jakieś 8 miesięcy temu, kiedy to pierwszy raz odważyłam się na taki model. Te z dzisiejszego wpisu mogliście zobaczyć np. tutaj, albo tutaj, ale tej wiosny dopiero zaczęłam je podwijać i stwierdzam, że tak prezentują się dużo lepiej. Co prawda nie widać już postrzępionych dolnych krawędzi, jednak z butami na płaskim obcasie bez podgięcia nogawek skróciłabym sobie, może bezkrwawo, ale jednak drastycznie, nogi. Skórzany pasek powtarza się chyba w co drugiej (jak nie w każdej) stylizacji. Pewnie dlatego, że to mój jedyny porządny pasek. Chyba tylko okulary i koszulę widzicie po raz pierwszy. Okulary to u mnie zupełna nowość i kupione zostały w H&M na dziale męskim. Za to koszula to kolejny staruszek. Jak znalazłam ją w outlecie (po naprawdę korzystnej cenie ✌) to prawie jakbym Pana Boga za nogę złapała! 😂😂To mój nie outletowy łup - jedwabna piżamowa koszula to moim zdaniem prawdziwy klasyk, nie tylko do oficjalnych strojów. Ja noszę ją głównie do dżinsów, chociaż nie tak często, bo wyprasowanie jedwabiu (albo w ogóle koszuli) to dla mnie trudniejsza sprawa niż 40-minutowe kardio. Nagimnastykowałam się jednak przy prasowaniu jej do dzisiejszego wpisu i teraz będzie gotowa czekać w szafie aż do następnego prania. No wszystkie te ubrania z dzisiejszego wpisu uwielbiam, i dobrze mi z tymi moimi odgrzewanymi kotletami. A o gołębniku na ubraniach i za dużych botkach wolę zapomnieć. 😁

A czy Wy macie takie ubrania, które uwielbiacie i najchętniej nosilibyście non-stop? Dajcie znać jakie są wasze ubraniowe za często odgrzewane kotlety! 😉😁

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

OOTD: Spring is in the air (sukienka z kołnierzykiem i sweter w warkoczowy splot)

3/27/2018

Nic tak nie wprawia w dobry nastrój jak słońce! A jak jeszcze mamy do czynienia z pierwszymi w roku wyższymi temperaturami, to spędzenie weekendu w domu to prawdziwe przestępstwo. Dlatego w tę niedzielę wskoczyłam w szczęśliwie odnalezioną podczas ostatniej wizyty w domu kwiecistą sukienkę z kołnierzykiem, granatowy sweter w warkoczowy splot i wyszłyśmy dziewczynami łapać słońce. I chyba wyszła mi całkiem fajna, wygodna i dziewczęca stylizacja. Uroczy jest ten kołnierzyk, co nie? 😁

sukienka z kołnierzykiem i  sweter w warkoczowy splot blogerka blog Białystok

Sukienka z kolnierzykiem: Stradivarius (podobna w Sinsay) | Sweter w warkoczowy splot: sh (podobny tutaj) | torebka z : Bershka | botki: Massimo Dutti %

sukienka z kołnierzykiem i  sweter w warkoczowy splot

Sukienka z kołnierzykiem i sweter w warkoczowy splot

Połączenie sukienki i swetra już po raz kolejny świetnie mi się sprawdziło. Nie mam za dużo spódnic w swojej szafie, a rajstopy to naprawdę wygodniejsza alternatywa dla obcisłych dżinsów. Sukienka z kołnierzykiem dzisiejszego posta ma krój litery A, więc sweter oprócz tego, że oczywiście grzeje, to jeszcze sprawił, że moja talia stała się widoczna.








Mi się te połączenie bardzo podoba, na tę przejściową jest porę naprawdę idealne (spokojnie, miałam jeszcze na sobie jeszcze płaszcz). Może trochę przyczepiłabym się do butów, ale te są dużo wygodniejsze od moich czarnych botków i innego wyboru dokonać nie mogłam. 😁 Wolałam, żeby szwendanie się po mieście w celu łapania witaminy D nie skończyło się odciskami. A jak Wam się podoba stylizacja? I zdjęcia? Korzystacie z tej pięknej pogody? Ajjjjj, jak ja uwielbiam wiosnę! 😁🌼




INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST