Mgiełki z Bath & Body Works - zapachy na lato i nie tylko

by

Lato tego roku nie jest może szczególnie upalne, jednak nadal aura nie sprzyja ciężkim perfumom. Mieszanka letniego, parnego powietrza i duszącego zapachu może okazać się wybuchowa. Perfumy pokroju Black Orchid od Toma Forda muszą poczekać na chłodniejsze miesiące. Teraz natomiast warto rozważyć wypróbowanie mgiełek zapachowych. W zeszłym roku pierwszy raz, po wielu pozmyślaniach i starannej analizie możliwych strat i zysków (!) skusiłam się na przesławne mgiełki z Bath & Body Works. Po około 12 miesiącach stosowania chciałabym się z Wami podzielić opinią, czy warto je kupić. Ciekawi? Zapraszam do czytania. 😉

Bath & Body Works mgiełki, Sea Island Cotton, Honolulu Sun, White Citrus

Będąc w zeszłym roku pierwszy raz w firmowym sklepie B&BW w Złotych Tarasach spędziłam tam chyba z godzinę - przepadłam jak dziecko w sklepie z cukierkami. Mgiełek, balsamów i mydeł, żeli pod prysznic, świec zapachowych, i jeszcze innych produktów, których nawet nie pamiętam było tyle, że mnogość wyboru okazała się wadą. 😜 Jedno opakowanie ładniejsze od drugiego. I jak tu wybrać jeden produkt?! Na początku chciałam kupić tylko jedną mgiełkę na próbę, ale promocja w której trzy można było dostać w cenie dwóch, spowodowała zmianę planów. Na początku rozsądek jeszcze próbował walczyć i przeliczać. Cyferki zaczęły latać po mojej głowie, trybki zaczęły zgrzytać, machina zaburczała i wypluła wynik (czyt. policzyłam w głowie), że kupując, jak sugeruje mi promocja, 3 zapachy w cenie dwóch zapłacę 60zł (mówię o mniejszych pojemnościach 88ml), a więc niewiele mniej niż za zapach kochanych perfum Eternity (w interencie już od 90zł) #biednystudenciak. A o tych już wiem, że mogę na nie liczyć, bo nie dość, że cudownie pachną, to jeszcze będą "działać" przez cały dzień. Z dotychczas stosowanymi mgiełkami bywało różnie. Jeden pachniały gorzej inne lepiej, ale zazwyczaj chwilę po "psik psik and psik psik again", po zapachu nie było ani śladu. No i jakbym miała płacić za piękny, ale okropnie nietrwały zapach mgiełki niemal tyle, co za porządne perfumy, to nie ukrywam, że byłabym nie w sosie po takiej transakcji. Co prawda w sieci słyszałam same zachwyty nad tymi produktami, no i ciekawość zwyciężyła. I powiem wam, że bardzo dobrze, bo mgiełki nie dość, że zdały egzamin trwałości, to jeszcze okazało się, że używałam ich nie tylko latem ale praktycznie cały rok. Wiadomo, nie będzie to zapach tak trwały jak perfumy, ale po 6-8 godzinach nadal jest wyczuwalny, a czasem takim wynikiem nawet perfumy nie mogą się pochwalić. Co więcej, plastikowa butelka, w przeciwieństwie do szklanego flakonika, jest dużo wygodniejsza, jeśli chcemy zapach zabrać do torebki, by w razie potrzeby w ciągu dnia go odświeżyć.

Tak jak już wspomniałam, skuszona promocją zdecydowałam się na trzy zapachy. Nad dwiema z nich: Sea Island Cotton i Honolulu Sun zbytnio się nie wahałam, bo spodobały mi się od razu. Sea Island Cotton okazał się najbardziej uniwersalny. Według opisu znajdziemy tu takie nuty jak: bawełna, biała frezja, białe piżmo. Dla mnie pachnie on po prostu czystością i świeżością, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Nie jest to bynajmniej zapach odświeżacza powietrza. Określenie elegancki to też trochę za dużo, ale jest on subtelny i delikatny i bardzo przyjemny. A w nawiązaniu do nazwy, która sugeruje, że wyczujemy tu bawełnę, to pachnie on trochę jak czyste pranie. Z czystym (nomen omen) sumieniem mogę go Wam polecić. Drugi ulubienic to Honolulu Sun i tutaj nazwa idealnie pasuje. Zapach jest tak radosny i rześki, że aż wprawia w dobry nastrój, przywołując na myśl słoneczne plaże z kokosowymi plamy. Zaś nuty zapachowe: świeży kokos, morska bryza (nie wiem jak producenci uzyskali taki zapach😁), skąpane w promieniach słońca (!) cytrusy i białe piżmo mówią same za siebie. Jest to idealny zapach na wakacje. Szkoda tylko, że teraz nie widzę go na stronie sklepu. Problem natomiast był przy wyborze trzeciego, "gratisowego" zapachu. Ostatecznie padło na cytrusową mgiełkę White Citrus. Kwaśne nuty cytryny, grejpfruta, mandarynki, złagodzone lilią wodną, frezją i piżmem w opisie brzmią fajnie. Głównie skusił mnie tutaj zapach grapefruita. W praktyce jednak zapach wypada trochę kiepsko - nie da się rozróżnić poszczególnych nut, a ja czuję tu tylko jeden zblendowany zapach. Lubię takie nuty, ale jako jeden ze składników, a nie w wersji solo i tej mgiełki używałam najrzadziej. Nie jest to natomiast brzydki zapach, cytrynowej świeżości produktów do czyszczenia łazienki tu nie uświadczycie. Jeśli kochacie cytrusy, to ten również może przypaść Wam do gustu. Jednak moim ulubieńcem on nie został. Również nie widzę go na polskiej stronie producenta i tego akurat już mniej żałuję. Dodam jeszcze, że wszystkie produkty stosowałam dosyć często przez cały rok i jeszcze się nie skończyły, więc są też wydajne. Jeśli więc traficie na zapach, który was urzeknie, śmiało możecie kupić sobie buteleczkę na próbę. Ze swoich doświadczeń wnioskuję, że nie pożałujecie. 😉

Ktoś z Was stosował mgiełki z Bath & Body Works? Jeśli tak, to z chęcią przeczytam, jakie zapachy polecacie, a które nie przypadły Wam do gustu. Do następnego! 😘