Balsam do ust Nuxe Reve de Miel

Cześć! Dziś recenzja przesławnego balsamu do ust Reve de Miel francuskiej firmy Nuxe. Naczytałam i nasłuchałam się o nim wieeeele pozytywnych opinii i jako posiadaczka irytująco wymagających ust, przeogromnie chciałam go przetestować. Zanim go jednak kupiłam, święty Mikołaj, który wiele razy słyszał, dlaczego muszę mieć ten balsam, uprzedził mnie i właśnie od Bożego Narodzenia testuję zawartość uroczego szklanego słoiczka. Czy warto było tyle do niego wzdychać i czy szum wokół tego kosmetyku jest uzasadniony? O tym będzie mowa w tym wpisie.

Balsam do ust Nuxe blog

Ale po kolei. W porządnym, szklanym słoiczku, który prezentuje się bardzo ładnie i elegancko, znajduję się 15g balsamu. Zawartość tego słoiczka przepięknie pachnie (zaczynam przecież od najważniejszych informacji😉) - lekko cytrusowo, a gęsta konsystencja, która nie rozpływa się do stanu ciekłego pod wpływem ciepła, zapewnia świetną aplikację i długie miesiące użytkowania. Ponadto, balsam daje bardzo ładne, satynowe wykończenie na ustach i nie świecimy się, jakbyśmy nasmarowały wargi olejem do smażenia. Dlatego super sprawdza się pod pomadki i w takim celu często go używam, nadkładając cienką warstwę i pozwalając mu przez chwilę zadziałać. W kwestii składu również jest super, bo zawiera co najmniej 78% składników pochodzenia naturalnego. Na pierwszym miejscu znajdziecie wosk pszczeli, a tuż za nim masło shea. Pozostałe wartościowe składniki, to olejki roślinne ze słonecznika, słodkich migdałów i róży piżmowej, nagietek, miód i esencja z grejpfruta. Po jego zastosowania usta są odżywione i nawilżone ALE jeśli macie je we względnie dobrym stanie. No i tu moje zachwyty się kończą, bo moje usta zazwyczaj we względnie dobrym stanie nie są.

Zacznę może od tego, że moje usta są bardzo upierdliwe w pielęgnacji. Twarda skorupa suchej skóry, i wiele "zmarszczek?" (wiecie, milion linii na ustach, w których może zbierać się pomadka) to u mnie norma nie tylko zimą. No a zimą to dopiero się zaczyna hardcore, bo brak nawilżenia = krew i łzy (w ogóle nie mam tendencji do dramatyzowania!). No i chociaż mój ukochany Cramex pozwala mi utrzymać usta w dobrej kondycji, to chęć spróbowania czegoś nowego kusiła mnie właśnie w stronę tego hitu Internetu. Dlatego że był na niego taki hype, moje oczekiwania również były wielkie. A że dostałam go właśnie zimą, to możliwość gruntownego przetestowania jeszcze bardziej mnie ucieszyła (a zima była zimna tego roku!).

Niestety w warunkach zimowych nie do końca się u mnie sprawdził, bo okazał się za słaby. Starałam się więc go oszczędzać i zostawić na bardziej łaskawe dla ust miesiące. Wiosną było już lepiej, ale nadal nie był to efekt, którego oczekiwałam. Jeśli twarda skorupka na ustach to wasz odwieczny kompan, a wasze usta wymagają od was byście uzależnili się od balsamów, to z tym może się polubicie, ale raczej nie będzie on waszym hitem wszech czasów. Spodziewałam się, że efekt delikatnych , miękkich i doskonale nawilżonych ust nastąpi zaraz po aplikacji, jednak tak się nie dzieje. Na taki efekt trzeba trochę poczekać, jednak nadal jest on niezwykły, a raczej tylko porządny. Co prawda, jeśli wcześniej zrobię peeling i pozbędę się suchej warstwy skóry, wtedy usta wyglądają na naprawdę odżywione i zadbane. Jednak takich rezultatów spodziewałam się, nie musząc stosować wcześniej żadnych innych zabiegów.

Balsam do ust Nuxe blog

Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli, to naprawdę bardzo fajny balsam, który zapewnia porządne odżywienie i nawilżenie. Pozostałe jego zalety to na pewno: świetny skład, ładny, satynowy efekt na ustach, porządne, eleganckie opakowanie i piękny zapach. Jest też bardzo wydajny - stosuję go już ponad sześć miesięcy, zazwyczaj więcej niż raz dziennie, i zostało mi go mniej niż połowa w słoiczku. Dodać muszę jeszcze, że uzyskacie dzięki niemu odżywienie i efekt bardzo ładnych, zadbanych, zdrowych warg, o ile wasze usta nie są niezwykle wymagające. Moje natomiast potrzebują czegoś intensywniejszego. Bardzo lubię go stosować, ale nie jest o mój ideał.

A czy ktoś z was stosował ten balsam? Jak się u was sprawdził? Czekam na wasze komentarze! Jak zwykle przypominam również o istnieniu konta bloga na Facebooku i Instagramie – śledząc te dwa kanały, będziecie zawsze na bieżąco z nowymi postami!😃 To tyle na dzisiaj, do następnego postu! 🙋

Balsam do ust Nuxe blog

OOTD: Little colorful dress

Chociaż ta stylizacja nie zakrawa jeszcze o szalony styl Anny Dello Russo, jednak dla mnie to już dużo się tu dzieje. Na tyle dużo, że przed wyjściem dziewczyny kilkukrotnie przekonywały mnie, że „nie, nie przesadzam z ilością barw”, jednocześnie pilnując, bym nie zmieniła sukienki na jeansy i biały t-shirt.

sukienka a la Saint Laurent

Czemu więc ta sukienka znalazła się w mojej szafie? Jasne, że mi się spodobała, ale mój zachwyt nad nią na pewno podsycony był uczuciem do twórczości pewnego projektanta. Przypomina mi ona kultowe projekty Saint Laurent z kolekcji Mondrian. Pewnie większość z was kojarzy kolekcję prostych, koktajlowych sukienek w geometryczne wzory. Inspirowane były one twórczością artystów modernistycznych, takich ja Poliakoff, Malevich, czy Mondrian. Jedna z nich znalazła się nawet na okładce Vogue'a. Moja sukienka (z outletu 😎), podobnie do kultowego projektu Saint Laurent, w formie jest bardzo prosta. Na tyle prosta, że musiałam dodać pasek, żeby talia była widoczna i proporcje sylwetki zachowane. Oprócz surowego kroju, urzekł mnie również kolorowy deseń (tak, wiem zaprzeczam sama sobie), który moim zdaniem również nawiązuje do klasycznego modelu. Ok, może nie są to kwadraty i linie, jednak pozostajemy w stylistyce graficznych wzorów, a na dodatek w podobnej kolorystyce. Powiedzcie mi, że nie tylko ja widzę podobieństwo! 😁 Na szczęście w kwestii ceny podobieństwa między dwoma modelami nie było!

sukienka a la Saint Laurent
sukienka a la Saint Laurent
ceglaste BALERINKI NA OBCASIE ZARA
sukienka a la Saint Laurent
sukienka a la Saint Laurent
sukienka a la Saint Laurent
sukienka a la Saint Laurent
sukienka a la Saint Laurent
sukienka a la Saint Laurent

Jak miło że dotarliście aż do końca. 😁 Aby być zawsze na bieżąco, zapraszam do śledzenia mojego konta na Instagramie i Facebooku. Do zobaczenia!

Black and white

Pamiętam, gdy będąc dziecięciem wypytywałam dorosłych o ulubione kolory i w odpowiedzi usłyszałam "biały" albo (o zgrozo!) "czarny", to przecierałam z niedowierzania oczy i zniesmaczona beznadziejną odpowiedzią szukałam kogoś, kto ma lepszy zmysł estetyczny. Tłumaczenia, że są to kolory uniwersalne, ponadczasowe i eleganckie były tak samo zrozumiałe, jak potrzeba oglądania programów informacyjnych (nudy, bleeee). Oczywiście, w takiej sytuacji nie mogło zabraknąć z mojej strony pouczającego komentarza, jaki to repertuar kolorów jest wesoły, ładny i słuszny. Niebieski albo zielony były właściwą odpowiedzią, nie wspominając już o żółtym i różowym. Ale biały i czarny? Wykluczone! "Poczekaj, dorośniesz to zrozumiesz". No i z czasem, kiedy sens oglądania wiadomości był już zrozumiały, a tajemnica "jakim cudem można siedzieć za stołem godzinami i rozmawiać" rozwiązana, również kwestia ulubionych kolorów uległa zmianie. Chyba niestety już rozumiem.

I remember when I was a kid, surveying adults on almost anything from food to favourite dinosaur was a frequent occurrence. It’s funny that I still remember my reaction when I asked about favourite colours and the answer was white (boring!) or, what’s even more terrifying, “black”. Not only was I disgusted but also I had to present the right repertoire to choose from – only nice and happy colours were allowed! Blue or green, not to mention yellow and pink – these were totally understandable, but white or black? No way. The explanation that these two are versatile and elegant was as meaningful as the purpose of watching news shows or sitting at the table for hours and just chatting. What kind of person would do that?! “You’ll understand when you grow up,” they said. I’m afraid I do understand now.

Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara

Jacket/ marynarka: Zara | t-shirt: COS | jeans / dżinsy: Zara | shoes / buty: Massimo Dutti

Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara
Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara
Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara
Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara
Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara
Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara
Blogerka modowa Białystok, biała marynarka w paski Zara

By zawsze być na bierząco z postami, zapraszam do śledzenia konta na Instagramie i Facebooku! :) / If you want to stay up to date, follow my Instagram and Facebook account! :)

Sukienka sezonu

Ubrania Realisation Par, marki założonej w 2015 roku przez dwie Australijki, zobaczyć można było na takich gwiazdach jak Alexa Chung, czy Bella Hadid. Również blogerki i gwiazdy Instagrama bez wątpienia mają w swojej szafie coś z metką młodziutkiej marki. Ich najpopularniejsza sukienka to ultradziewczęcy model Alexandra w drobne gwiazdki. Jest króciutka i mocno dopasowana. Ponadto, kopertowy krój odsłania znaczną część dekoltu, a zalotne falbanki dodatkowo go podkreślają. Dużo? Dodajcie do tego opis: "(...) Ta sukienka sprawi, że [mężczyźni] zapomną o co byli na was źli". Marka na pewno nastawiona jest na spektakularny komercyjny sukces (który notabene osiągnęła).

Pomimo marketingowej, seksistowskiej otoczki, sukienka nadal jest śliczna. A do tego droga ($195.00). Na szczęście sieciówki jak zawsze ekspresowo reagują na aktualne trendy i kopertową sukienkę, czy to w groszki, czy w kwiatki, znajdziemy teraz w asortymencie większości z nich, w oczywiście bardziej przyjaznej dla portfela cenie. Wśród modeli które znalazłam, nie ma takiego który, tak jak oryginał, wykonany byłby z jedwabiu - to bez wątpienia wpływa na cenę. Zmienia też trochę charakter sukienki. Materiał Alexandry podoba mi się przeogromnie, jednak gorzej z jego praktycznością (łatwość zagnieceń i pranie w pralni w pakiecie). Zbyt wcięty dekolt jak dla mnie to również problem. Dlatego nie obrażam się na modele bardziej lub mniej inspirowane marką Alexandry Spencer (już wiecie skąd nazwa flagowego modelu) i Teale Talbot. Niektóre są nawet bardziej nadające się do noszenia na co dzień dla przeciętnej dziewczyny. Zresztą oceńcie same.

A co wy sądzicie o tej sukience? Jak zwykle zapraszam Was również na Instagrama i Facebooka! :)

Flagowy model firmy Realisation Par to Alexanda.
Realisation Alexanda sieciówkowe zamienniki
Mango 119,90zł | Mango 139,90zł | Mango 119,190zł
Realisation Alexanda sieciówkowe zamienniki
Asos 108GBP | Bik Bok 129zł | Asos 30GBP
Realisation Alexanda sieciówkowe zamienniki
Realisation Alexanda sieciówkowe zamienniki

It smells like May

W końcu mamy prawdziwą majową pogodę! Skoszona trawa pachnie majowo (tj. nie podśmierduje wilgocią), a zapach mleczy i kwitnących kasztanów uderza od razu po wyjściu z domu. Jest super! A w niedzielę pogoda chyba chciała nas przeprosić za tak beznadziejny początek najpiękniejszego miesiąca w roku (no może nie dla maturzystów). Dlatego uznałam, że zostanie w domu byłoby co najmniej nietaktem i zamiast uczyć się do poniedziałkowego egzaminu (przełożyłam tą ekscytującą czynność na noc), wystrojona w króciutką (jak na moje standardy) spódniczkę, wyruszyłam do najpopularniejszego chyba w Białymstoku miejsca na niedzielne spacery. Pałac Branickich i okoliczne ogrody przyciągają nie tylko rzeszę rodzin z dzieciakami i generują gigantyczne kolejki do budek z lodami. Są też popularnym miejscem dla wycieczek, dlatego z mniejszą nieśmiałością niż zwykle mogłam przechadzać się, niczym rasowa turystka z aparatem, cykając nadmierną ilość zdjęć i próbując (chociaż z zapałam, to jednak z różnym skutkiem) pozować. Byłam spokojna, bo tym razem (w odróżnieniu do robienia zdjęć między blokami) wiedziałam, że moje działania są jak najbardziej społecznie akceptowane, bo wyjaśnione kontekstem turystycznym -krajoznawczym (jak chytrze!).

Co do wspomnianego już stroju, to tą przykrótką spódniczkę upolowałam na ostatnich przecenach w Sinsay'u za całe dwie dyszki! Jak widać (zresztą jak zwykle u mnie) - prawdziwa eksplozja kolorów! Czarny t-shirt z COSa z dekoltem w serek (jak na razie moja ulubiona firma, jeśli chodzi o klasyczne koszulki), niebieska spódniczka i białoczarne trampki to zestaw w którym było mi po prostu wygodnie, a skompletowanie go nie wymagało godzinnego wystawania przed szafą i przebierania co do siebie pasuje, a co nie. Szkoda słońca na takie rozmyślania, haha. Ok, muszę już kończyć. Przepraszam Was za chyba nieco nadmiernie rozbudowane zdania – to prze te słońce i miłość do kawy! Teraz zmykam na rowery, a Was zapraszam do przejrzenia zdjęć! Do zobaczenia!

PS Po jeszcze więcej zdjęć, zapraszm Was na mojeg Instagrama (@onecellardoor) i Facebooka!

Blogerka modowa Białystok
Blogerka modowa Białystok
Blogerka modowa Białystok
Blogerka modowa Białystok
Blogerka modowa Białystok
czarne Conversy do spódnicy
Pałac Branickich Białystok
Pałac Branickich Białystok

Powered by Blogger.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...