OOTD: Bye bye summer!

Pogoda za oknem już bardzo jesienna, a ja tu jeszcze na zdjęciach chodzę sobie po schodkach i w górę i w dół w sandałkach i koszulce na krótki rękaw. Teraz jak to piszę, to siedzę przykryta kocem i tak się trochę smutam, że, w tym roku już raczej sandałków nie nałożę. Ale jesień też przecież nie jest taka zła. Na osłodę mamy ciepłe swetry, mocne kolory pomadek (najlepszy czas na bordo czy śliwkę!), długie wieczory z serialem, kocykiem i herbatką, i oczywiście dynię. Dynia, najlepiej w towarzystwie rozgrzewająch przypraw, to chyba mój ulubiony punk i ostatnio jem ją aż za często. Z nowości w moim menu polecam kawę dyniową z przepisu Agnieszki - tutaj przepis (sprzedałam go rodzinie i każdy się zachwyca #truestory). A i wracając do stroju - to również sami ulubieńcy i starzy i trochę nowsi. Koszulkę w paski mam już rok i jak na sieciówkową to wygląda 👌. Pisała Wam już, że te z COSa bardzo lubię (i jest to jedyna rzecz, którą kupuję w regularnej cenie😹). Sandałki mam już trzeci rok, a dżinsy i torebka to nowości z wyprzedaży. Dżinsy to najnowszy nabytek no i pewnie dlatego to w nich jestem aktualnie najbardziej zakochana. Mam nadzieję, że w tych już nie wyglądam tak grubo, haha, bo noszę je ostatnio bardzo często. 😸

T-shirt: COS (podobny tutaj) | jeans: Zara | sandałki / sandals: BPrivate | torebka / shopper bag: Reserved

koszulka w paski COS

PS. Zdjęcia były zrobione jeszcze pod koniec sierpnia, więc nie tak dawno, a już wydają się zupełnie nieaktualne. No tak się tylko tłumaczę, żeby nie wyjść na szaloną fashonistkę, która przy 15 stopniach ze szczerym uśmiechem pozuje do zdjęć. 😃

koszulka w paski COS
koszulka w paski COS
torebka shopper Reserved
Zara dżinsy z prostą nogawką z wysokim stanem
Zara dżinsy z prostą nogawką z wysokim stanem

OOTD: Jak dobrać pasek?

Cześć! Strasznie mi miło powrócić z nowym postem! W zeszłym tygodniu byłam na wycieczce w Warszawie i najbardziej ekscytującym elementem wyjazdu (co tam turystyczne atrakcje) okazał się zakup nowego paska - tego, który widzicie na zdjęciach! Ale od początku. Przez większość dni padało i spędziłam więcej czasu niż planowałam w centrach handlowych. 😁 A pasek chciałam kupić już od jakiegoś czasu, bo moja kolekcja akceseriów praktycznie nie istnieje. Uwielbiam minimalistyczne stylizacje, no ale mogą one się okazać nudne, jeśli brakuje w nich dodatków (winna). Szukałam czegoś klasycznego, ale z wyraźną, zadziorną klamrą. Oczami wyobraźni widziałam już u siebie w szafie pasek, który Kendall Jenner namiętnie nosiła jakieś 2 lata temu (jestem zawsze na czasie💪).

Hi everyone! So good to be back with a new post! Last week I was on a trip to Warsaw and the most exciting thing about it is that I bought a new belt (who cares about tourist attractions 😂)! Yes, it's the one that you can see in the pictures. Well, I was looking for a new addition to my almost non-existent collection of accessories and I considered buying some cheap one online. I'm the biggest fan of the minimal style, but it can sometimes be boring when accessories are missing (guilty). I wanted something classic yet with some statement element, and in my mind I already saw myself wearing Kendall Jenner's favourite accessory she seemed to be wearing all the time some time ago (here is an example).

outfit of the day

Dżinsy/mom jeans: Mango (tegoroczne wyprzedaże, gdy je znalazłam były wyprzedane, ale po podaniu maila dostałam powiadomienie od dostępności mojego rozmiaru; bardzo podobne tutaj) | Koszula/shirt: second hand | pasek/belt: Calvin Klein (outlet) | torebka/bag: Taranko (tegoroczne wyprzedaże) | trampki/sneakers Converse

outfit of the day
outfit of the day

No i zaczęłam swój research, stalkując blogi dziewczyn pokazujących ubrania w rozsądnych cenach, bo jednak wydanie 148$ na oryginał to dla mnie trochę za dużo. I wiecie co? Tańsze modele ze stron tylu Zaful, czy AliExpress wyglądały naprawdę ładnie, ale z daleka. Jednak gdy bliżej się im przypatrzyłam (tak, zumowałam zdjęcia - mówiłam, że jestem stalkerem), nie prezentowały się już tak wspaniale. A to coś odstawało, a to coś się przekrzywiało i ostatecznie zamówienie online sobie odpuściłam. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu wydawać chociaż i małej sumy pieniędzy na coś, co nie będzie spełniało dobrze swojej funkcji. Rozumiecie, rozsądne zakupy i slow fashion - to naprawdę pomaga przy kolekcjonowaniu idealnej garderoby. No i nie macie pojęcia jak się ucieszyłam, jak w outlecie Calvina Kleina wypatrzyłam stoisko z paskami, wiedziałam, że muszę odnaleźć tam swój rozmiar jak szybko się da. Byłam tak bardzo zdeterminowana, że nie zauważyłam nawet, że to dział męski. Jednak pan, który w sklepie pracuje szybko mnie uświadomił, pytając o obwód w pasie pana, któremu chce zrobić upominek.😂 Gdy poinformowałam, że paska szukam dla siebie, to kulturalnie, ale jasno dał mi do zrozumienia, że raczej nic tam dla siebie nie znajdę. Jednak znalazłam, bo zostały najmniejsze rozmiary. Co prawda nie jest to model Kendall, ale ten który widzicie na zdjęciach podoba mi się jeszcze bardziej. Jest skórzany, wygląda porządnie, ma naprawdę bardzo prosty wręcz ascetyczny krój, i dodaje fajnego, zadziornego charakteru najprostszym stylizacjom. Co więcej, literki CK są na tyle małe, by nie przykuwać uwagi. A do tego kosztował 60zł. No po prostu cud, miód i orzeszki! Zobaczymy tylko jak z trwałością (pan ekspedient przypomniał przy kasie, że mam z paragonem jakiś czas na zwrot, w razie gdyby rozmiar okazał się niedobry😂). Mówiłam, że warto zaglądać na dział męski! W każdym razie, dowiedziałam się tam kilka istotnych informacji jak dobrać rozmiar paska i chciałabym się nimi z Wami podzielić. 😉

  • Najłatwiej jest przymierzyć pasek - powinien on zapinać się na trzecią (środkową) dziurkę. Mój zapina się na trzecią w pasie, ale nie mam zamiaru kupować oddzielnego do spodni z wysokim stanem. Po prostu tak dobrany pasek będzie pasował również do biodrówek, jak i mom jeansów - mam przecież dodatkowe dziurki do dyspozycji.
  • Jeśli nie możesz przymierzyć paska, bo, np. zamawiasz go przez internet, wtedy zmierz swoje wymiary w pasie (lub w biodrach, jeśli tam będziesz zakładać pasek). Do otrzymanego wyniku warto dodać 2-5cm, bo raz, że pasek nosimy przecież na spodniach, a dwa, że nie powinien być on za ciasny. Pamiętaj też, że rozmiar paska to nie jego całkowita długość, a obwód przy zapięciu na środkową dziurkę. Tak więc pasek w rozmiarze 80 będzie miał 80cm, gdy zapniemy go na środkową dziurkę (całkowita długość takiego paska to na pewno więcej niż 80cm).
  • Nie zapomnij również sprawdzić szerokości paska - zbyt szeroki nie zmieści się w szlufki spodni, z którymi chcesz go nosić.
outfit of the day

I wouldn't be myself if I didn't do the research, stalking every possible blogger I know who would show affordable clothes. And you know what, all those cheap ones from sites like Zaful or AliExpress looked nice from the distance, but when I looked closer (i.e. zoomed the pictures, told ya I'm a stalker), I came to conclusion that even if it's super cheap, it doesn't look good enough to spend any money on it. You know, sustainable fashion, smart shopping - important matters! So when I entered Calvin Klein outlet (always looking for a bargain😁) and saw the one on display, I knew I need to find my size APAP. 😂 I was so determined that I didn't even notice that it's man's department (not that I mind). But a nice shop assistant made me realize that and suggested that it may not be the best place to look for my size and then at the checkout informed me that I have some time to make a return in case the belt turned out to be too big. That's super nice of him, but I'm not that slim. 😁 Anyway, the size is great and during the conversation, I learned a few tips on choosing your correct belt size, which I'd love to share with you. And I'm talking about the belt you're gonna wear with your jeans or any type of trousers. So here they are:

  • The easiest way is trying the belt on and checking if it fits in the middle (3rd) hole; if yes - this is your perfect size.
  • If you want to find out your size without trying the belt on, you need to measure your waist (or hips if this is where you would wear your belt on). Then add 1-2 inches to your measurements to determine your size, you don't want your belt to be too tight.
  • Remember, that determining the length is not enough. Also, check how wide the belt is and if it would fit in your loops.
outfit of the day
outfit of the day

Nie zapomnijcie, że możecie śledzić mnie na moich mediach społecznościowych poldlinkowanych poniżej. ;) / Remember, that you can follow me on my social channels linked below (which is more than welcome 😉)

INSTAGRAM | FACEBOOK | PINTEREST

OOTD: Sunset light

"Na głowie kwietny ma wianek W ręku zielony badylek A przed nią bieży baranek A nad nią lata motylek". Tą piosenkę, a właściwie tylko refren (bo tylko refren pamiętam), podśpiewywałam sobie przeglądając i wybierając zdjęcia do tego wpisu. 😅Wprawdzie wianka nie ma (bo nie umiem zapleść) i żaden motylek nie zechciał współpracować. Ale za to jest badylek w rękach i pod koniec odszukacie kudłatego "baranka". 😃 Zachód słońca tego dnia był tak piękny, że w ekspresowym tempie nałożyłam makijaż, wskoczyłam w kieckę i sandałki i pobiegłam (co by światło nie uciekło) na zdjęcia. No i wyciągnęłam jeszcze fotografa od książki, no ale chyba dla takiego klimatu zdjęć było warto.

Although I grew on a farm, such idyllic scenery seemed a bit strange for me. Well, I'm not used to walk around with bunch of flowers and I'd rather swap a dress for a pair of jeans and t-shirt. But, when I saw such a beautiful sunset, I thought yet another denim piece of clothing would be out of place. So I immediately put my make-up on, slipped into a simple striped dress, and dashed out to take some pics before the magic is gone. How do you like the results? 😊

blogerka Białystok
blogerka Białystok
blogerka Białystok
blogerka Białystok
blogerka Białystok
blogerka Białystok

Mgiełki z Bath & Body Works - zapachy na lato i nie tylko

Lato tego roku nie jest może szczególnie upalne, jednak nadal aura nie sprzyja ciężkim perfumom. Mieszanka letniego, parnego powietrza i duszącego zapachu może okazać się wybuchowa. Perfumy pokroju Black Orchid od Toma Forda muszą poczekać na chłodniejsze miesiące. Teraz natomiast warto rozważyć wypróbowanie mgiełek zapachowych. W zeszłym roku pierwszy raz, po wielu pozmyślaniach i starannej analizie możliwych strat i zysków (!) skusiłam się na przesławne mgiełki z Bath & Body Works. Po około 12 miesiącach stosowania chciałabym się z Wami podzielić opinią, czy warto je kupić. Ciekawi? Zapraszam do czytania. 😉

Bath & Body Works mgiełki, Sea Island Cotton, Honolulu Sun, White Citrus

Będąc w zeszłym roku pierwszy raz w firmowym sklepie B&BW w Złotych Tarasach spędziłam tam chyba z godzinę - przepadłam jak dziecko w sklepie z cukierkami. Mgiełek, balsamów i mydeł, żeli pod prysznic, świec zapachowych, i jeszcze innych produktów, których nawet nie pamiętam było tyle, że mnogość wyboru okazała się wadą. 😜 Jedno opakowanie ładniejsze od drugiego. I jak tu wybrać jeden produkt?! Na początku chciałam kupić tylko jedną mgiełkę na próbę, ale promocja w której trzy można było dostać w cenie dwóch, spowodowała zmianę planów. Na początku rozsądek jeszcze próbował walczyć i przeliczać. Cyferki zaczęły latać po mojej głowie, trybki zaczęły zgrzytać, machina zaburczała i wypluła wynik (czyt. policzyłam w głowie), że kupując, jak sugeruje mi promocja, 3 zapachy w cenie dwóch zapłacę 60zł (mówię o mniejszych pojemnościach 88ml), a więc niewiele mniej niż za zapach kochanych perfum Eternity (w interencie już od 90zł) #biednystudenciak. A o tych już wiem, że mogę na nie liczyć, bo nie dość, że cudownie pachną, to jeszcze będą "działać" przez cały dzień. Z dotychczas stosowanymi mgiełkami bywało różnie. Jeden pachniały gorzej inne lepiej, ale zazwyczaj chwilę po "psik psik and psik psik again", po zapachu nie było ani śladu. No i jakbym miała płacić za piękny, ale okropnie nietrwały zapach mgiełki niemal tyle, co za porządne perfumy, to nie ukrywam, że byłabym nie w sosie po takiej transakcji. Co prawda w sieci słyszałam same zachwyty nad tymi produktami, no i ciekawość zwyciężyła. I powiem wam, że bardzo dobrze, bo mgiełki nie dość, że zdały egzamin trwałości, to jeszcze okazało się, że używałam ich nie tylko latem ale praktycznie cały rok. Wiadomo, nie będzie to zapach tak trwały jak perfumy, ale po 6-8 godzinach nadal jest wyczuwalny, a czasem takim wynikiem nawet perfumy nie mogą się pochwalić. Co więcej, plastikowa butelka, w przeciwieństwie do szklanego flakonika, jest dużo wygodniejsza, jeśli chcemy zapach zabrać do torebki, by w razie potrzeby w ciągu dnia go odświeżyć.

Tak jak już wspomniałam, skuszona promocją zdecydowałam się na trzy zapachy. Nad dwiema z nich: Sea Island Cotton i Honolulu Sun zbytnio się nie wahałam, bo spodobały mi się od razu. Sea Island Cotton okazał się najbardziej uniwersalny. Według opisu znajdziemy tu takie nuty jak: bawełna, biała frezja, białe piżmo. Dla mnie pachnie on po prostu czystością i świeżością, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Nie jest to bynajmniej zapach odświeżacza powietrza. Określenie elegancki to też trochę za dużo, ale jest on subtelny i delikatny i bardzo przyjemny. A w nawiązaniu do nazwy, która sugeruje, że wyczujemy tu bawełnę, to pachnie on trochę jak czyste pranie. Z czystym (nomen omen) sumieniem mogę go Wam polecić. Drugi ulubienic to Honolulu Sun i tutaj nazwa idealnie pasuje. Zapach jest tak radosny i rześki, że aż wprawia w dobry nastrój, przywołując na myśl słoneczne plaże z kokosowymi plamy. Zaś nuty zapachowe: świeży kokos, morska bryza (nie wiem jak producenci uzyskali taki zapach😁), skąpane w promieniach słońca (!) cytrusy i białe piżmo mówią same za siebie. Jest to idealny zapach na wakacje. Szkoda tylko, że teraz nie widzę go na stronie sklepu. Problem natomiast był przy wyborze trzeciego, "gratisowego" zapachu. Ostatecznie padło na cytrusową mgiełkę White Citrus. Kwaśne nuty cytryny, grejpfruta, mandarynki, złagodzone lilią wodną, frezją i piżmem w opisie brzmią fajnie. Głównie skusił mnie tutaj zapach grapefruita. W praktyce jednak zapach wypada trochę kiepsko - nie da się rozróżnić poszczególnych nut, a ja czuję tu tylko jeden zblendowany zapach. Lubię takie nuty, ale jako jeden ze składników, a nie w wersji solo i tej mgiełki używałam najrzadziej. Nie jest to natomiast brzydki zapach, cytrynowej świeżości produktów do czyszczenia łazienki tu nie uświadczycie. Jeśli kochacie cytrusy, to ten również może przypaść Wam do gustu. Jednak moim ulubieńcem on nie został. Również nie widzę go na polskiej stronie producenta i tego akurat już mniej żałuję. Dodam jeszcze, że wszystkie produkty stosowałam dosyć często przez cały rok i jeszcze się nie skończyły, więc są też wydajne. Jeśli więc traficie na zapach, który was urzeknie, śmiało możecie kupić sobie buteleczkę na próbę. Ze swoich doświadczeń wnioskuję, że nie pożałujecie. 😉

Ktoś z Was stosował mgiełki z Bath & Body Works? Jeśli tak, to z chęcią przeczytam, jakie zapachy polecacie, a które nie przypadły Wam do gustu. Do następnego! 😘

Zakupy w Rossmannie - opinie

Cześć! Jakiś czas temu przedstawiałam Wam swoją zakupową wishlistę na przeceny -49% w Rossmannie. Moje zakupy nie do końca pokrywają się z tym, co zaplanowałam, ale tak czy inaczej wszystkie już przetestowałam. Przez dwa miesiące zdążyłam już wyrobić sobie opinię o każdym z nich i dziś po krótce chciałam się tym z Wami podzielić. Jeśli jesteście ciekawi co było warte zakupu, a do których produktów więcej nie wrócę, zapraszam do czytania!

Natural Beauty Blusher 06 lovely, żel do brwi Wibo, Lash Extension Mascara lovely

  • Natural Beauty Blusher w odcieniu 06, Lovely
  • Po tym jak mój poprzedni róż z Catrice (Illuminating Blush w odcieniu 010 I am nuts about you) zakończył swój żywot wypadając mi z ręki i brudząc przy okazji pół pokoju, potrzebowałam czegoś nowego. Chciałam różu w naturalnym odcieniu, żeby pasował do każdego makijażu. Ten poleciła mi koleżanka, mówiąc, że będzie dokładnie tym, czego szukam. No i się nie myliła ! Na początku kręciłam trochę nosem, że jest za suchy i ma niezbyt solidne opakowanie. Jednak po zastanowieniu stwierdzałam, że przecież nie mam się czego czepiać. No hello, kupiłam go przecież za niecałe 5zł! Normalnie kosztuje ok. 10zł. No a jak na tą cenę to jest po prostu świetny. Pigmentacja nie jest za mocna, więc nie zrobimy sobie od razu matrioszki na buzi, a i blenduje się fajnie. Poza tym mój odcień (jak dla mnie) jest piękny - subtelny, zgaszony róż. Naprawdę super mi się sprawdza. Jeśli lubicie matowe róże, i szukacie uniwersalnego koloru, to zdecydowanie polecam ten produkt.

  • Lash Extension Mascara, Lovely
  • Słyszałm o tym tuszu do rzęs yt, a ponieważ lubię inną przesławną maskarę z Lovely (tak, Curling Pump Up mascara), to i tej chciałam dać szansę. Bardzo podoba mi się jej różowe opakowanie. Poza tym nieistotnym elementem, ten tusz ma sporo zalet, ale wszystkie nie są warte wspomnienia bo jedna wada dyskryminuje go całkowicie. Tusz w ciągu dnia niezawodnie się kruszy, za każdym razem zapewniając efekt pandy🐼. Na pewno więcej już go nie kupię.

  • Żel do brwi Eyebrow Stylist, Wibo
  • Jeśli chodzi o makijaż brwi, to w tej kwestii u mnie panuje zupełny minimalizm (a czasem nawet i brak makijażu). Moje brwi są ciemne i gęste (na aktualną modę jak znalazł), więc dużo zachodu z nimi nie ma. Chociaż może niewypełnione, nieidealne brwi nie są teraz na topie, to jednak z przyczyn wiecznego porannego pośpiechu, zazwyczaj stwierdzam, że przeczesanie ich żelem w zupełności mi wystarczy. Do tej pory dobrze służył mi ten z Golden Rose, ale chciałam wypróbować czegoś nowego i padło na produkt Wibo. Jestem z niego całkiem zadowolona, chociaż moje nieokiełznane włoski nieco lepiej w ryzach trzymał żel z GR. Ale Wibo też daje radę. Ma lekkie zabrwienie i delikatnie przyciemnia brwi. Ponadto, nie jest tak niebezpieczny, gdy niechcący zamiast włoska dotkniemy skóry - żel GR zostawiał trudniejsze do usunięci plamy na skórze. Za to dziwni mnie lekko błyszcząca poświata jaką zostawia żel z Wibo. Rozumiem, trend na rozświetloną skórę i te sprawy, ale to w końcu produkt do brwi. Na szczęście efekt nie jest zbyt widoczny. Jeszcze jedna rzecz, jego szczoteczka jest dość duża; mi to nie przeszkadza, bo szybko mogę przeczesać wszystkie włoski, no ale przez to traci na precyzji. Ponadto, jeszcze się nie skończył, ani nie wysechł, więc to kolejny plus. W regularnej cenie kupicie go za ok. 10zł.

    pomada z Wibo

  • Eyebrow Pomade w odcieniu dark brown, Wibo
  • Jak już wspomniałam, makijaż brwi często kończy się u mnie na przeczesaniu ich żelem. Czasem jednak potrzeba czegoś, co wypełni przestrzenie między włoskami i zapewni efekt idealnych brwi. Wtedy z pomocą przychodzi pomada. Chociaż wygodniejsze w użyciu są dla mnie kredki, to jednak często szybko się one kończą a taki słoiczek jest chyba nie do zużycia, o ile wcześniej nie zaschnie. Do tej pory nie zaschnął. Co do koloru, to jest to bardzo ciemny, chłodny brąz. Dla mnie idealny, ani kruczoczarny, ani za jasny. Konsystencja jest bardzo kremowa. Szczerze mówiąc to spodziewałam się czegoś bardziej zbitego. Nie jest to jednak wada, wydaje mi się, że trzeba się po porostu przyzwyczaić do tak miękkiego, kremowego produktu. Przez taką konsystencję, u mnie wygląda to w ten sposób, że kończę z całą upaćkaną na brązową ręką, bo nie chcę za dużo produktu nakładać od razu na brwi. Ale efekt jest bardzo ładny i naturalny. Produkt na pewno wart jest uwagi! W regularnej cenie kosztuje sporo jak na produkt z Wibo (23,99zł za 3,5g), jednak nadal jest to tańsza alternatywa chyba już kultowych pomad z Inglota (37zł/2g), czy MACa (79zł/3g)

    peeling do ust Evree

  • Peeling do ust Sugar Lips, Evree, pomarańcza
  • Peeling do ust to trochę taki kosmetyczny gadżet, bo ten kosmetyk spokojnie możemy zastąpić używając patyczków kosmetycznych, czy nawet szczoteczki do zębów do masażu ust. Natomiast peeling z Evree dodatkowo zapewnia dawkę nawilżenia. Pierwsze miejsce w składzie zajmuje cukier, który ma złuszczać martwy naskórek. Tuż za nim znajdziemy sporo dobroczynnych produktów: roślinną wazelinę, masło mango, lanolinę i olejek z awokado. Po zastosowaniu, usta są naprawdę miękkie i świetnie przygotowane pod pomadkę. Poza tym jest wydajny, bo nie trzeba go dużo. Zapach może nie jest najbardziej naturalny, niemniej jednak przyjemny. A jaskrawy, pomarańczowy kolor aż wprawia w dobry nastrój! 😁 Jedyna jego wada w moich oczach o to fakt, że nie da się go zlizać po zasotowaniu (tak jak np. peeling z Lusha), i wszystkie nawilżające składniki trzeba zmyć, albo zetrzeć. Dlatego zawsze po zastosowaniu peelingu staram się go pozostawić na chwilę, by usta były lepiej nawilżone. Z chęcią wypróbowałabym również wersję poziomkową, chociaż w kwestii składu nie różnią się one zbyt wiele.

    Juicy Color Lipstick nr 4

  • Juicy Color Lipstick, pomadka i balsam do ust 2w1 z masłem shea w odcieniu nr 4, Wibo
  • Kremowa konsystencja i intensywna pigmentacja pomadek to rzadkie połączenie. Stosując jednak ten produkt stwierdziłam, że nie jest to taki zły pomysł, by tych dwóch cech nie łączyć. Świetna pigmentacja wydaje się być zaletą, niestety jednak formuła pomadki sprawia, że nie pozostaje ona grzecznie jedynie tam gdzie została naniesiona, a wędruje sobie poza granice warg. Przy tak intensywnym kolorze nie czuję się w niej komfortowo, wiedząc, że co chwilę muszę sprawdzać, czy moja broda nie przybrała jaskraworóżowego odcienia. Jeśli natomiast nałożę jej cienką warstwę "wcierając" pomadkę w usta, wtedy komfort nawilżonych ust zostaje i bardzo ładnie prezentuje się to na ustach. Na promocji dałam za nią ok. 6zł, i tego koloru już więcej nie kupię. Zastanawiam się natomiast nad nudziakową siódemką, bo przyjemnie nosi się tą pomadkę na ustach.

    Chciałam jeszcze dodać, że nie są to pełne recenzje produktów, a tylko krótkie opinie. Jeśli jesteście zainteresowani obszerniejszą recenzją, swatchami, itp., to koniecznie dajcie znać, które produkty was interesują. Z przyjemnością przygotuję taki tekst. Jeśli miałyście któryś z produktów, to z chęcią poczytam(-y) o nich w Waszych komentarzach. Na dziś to tyle. Na razie! 😘

    Powered by Blogger.
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...